Trump zamiesza w bałkańskim kotle
T o już nie są zwykłe regionalne potyczki, których nasilenie mieszkańcy Bałkanów Zachodnich zwykli obserwować od lat. Rozpoczęta w listopadzie wojna handlowa Kosowa z Serbią ma podłoże polityczne, a Prisztina wytoczyła ją Serbii w kluczowym momencie dwustronnych negocjacji po tym, jak Belgrad zablokował wejście swojej dawnej prowincji do Interpolu. Jakby tego było mało, w piątek Kosowianie powołają do życia własne siły zbrojne.
Jak wyglądają dwustronne rokowania, wiedzą chyba jedynie ci, którzy biorą w nich udział: prezydenci Kosowa Hashim Thaçi i Serbii Aleksandar Vučić, a także brukselscy urzędnicy, którzy mieli ułatwić dialog między zwaśnionymi stronami. Na Bałkanach od miesięcy dyskutuje się o konieczności zakończenia jednego z najbardziej zagmatwanych sporów dyplomatycznych, czyli rozwodu serbsko-kosowskiego. W 2008 r. Prisztina jednostronnie ogłosiła niepodległość, którą uznała znaczna część Zachodu, ale nie Serbia czy wspierająca ją Rosja.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.