Widowiskowe harakiri Macrona
Po rozwiązaniu parlamentu i rozpisaniu przedterminowych wyborów prezydent próbuje obronić pozycję swojego obozu politycznego. Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen ze spokojem weszło w kampanię, w której jest wyraźnym faworytem
Francuzi już 30 czerwca pójdą do urn po tym, jak poirytowany upokorzeniem przez skrajną prawicę w wyborach europejskich prezydent zdecydował o rozwiązaniu parlamentu. Ryzyko Macrona ma jednak swoje granice – nawet jeśli przegrałby wybory, i tak zachowałby władzę, choć jego rządy z panującym w parlamencie skrajnie prawicowym Zjednoczeniem Narodowym mogłyby oznaczać paraliż decyzyjny lub samodzielne podejmowanie decyzji, głównie za pomocą dekretów.
Centrum w defensywie
Wybory parlamentarne we Francji odbywają się w jednomandatowych okręgach w systemie większościowym. Oznacza to, że zwycięski kandydat musi 30 czerwca uzyskać więcej niż 50-proc. poparcie, a jeśli tak się nie stanie, to już 7 lipca odbędzie się druga tura, w której wezmą udział wszyscy, którzy uzyskali więcej niż 12,5 proc. Premiuje to zdecydowanie duże obozy polityczne. Ambicją Macrona jest zgromadzić wszystkich, którzy sprzeciwiają się skrajnej prawicy, pod jednym szyldem. A wydaje się, że temu nie pomaga nawet włączenie w kampanię takich gwiazd jak kapitan reprezentacji Francji w piłce nożnej Kylian Mbappé.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.