Rosyjski personel w Warszawie non grata
Decyzja o wydaleniu czterech rosyjskich dyplomatów to nie koniec. Możliwe są kolejne sankcje
- Okazanie solidarności Wielkiej Brytanii w trudnym momencie to właściwa odpowiedź na nieprzyjazne działania Rosji - tak uzasadnił wczorajszą decyzję szef MSZ Jacek Czaputowicz. - To nie jest koniec - mówią nasi dyplomaci. - Trwa intensywna praca, by zainteresować sojuszników nowymi propozycjami dotyczącymi sankcji - podkreśla wiceszef resortu spraw zagranicznych Bartosz Cichocki. Dalsze kroki będą zależały od tego, jak na wyrzucenie dyplomatów zareaguje Moskwa.
- Liczymy się z podobną reakcją Rosji, ale najważniejsza jest solidarność w NATO i UE - mówił wczoraj Czaputowicz.
Wszyscy spodziewają się, że Kreml jak zwykle w tego typu przypadkach wydali identyczną liczbę zachodnich dyplomatów. Ale ważniejsze jest to, czy będzie skłonny do wyjaśnienia kulisów zamachu na Siergieja Skripala i tego, jak rosyjska broń chemiczna przedostała się do Wielkiej Brytanii. - Wiele będzie zależało od tego, jak Moskwa będzie zachowywała się w dochodzeniu prowadzonym na poziomie organizacji międzynarodowych. Dopominamy się, by UE wyciągnęła kolejne wnioski, gdy będziemy mieli już więcej wiedzy na temat tego, co się wydarzyło - mówi wiceszef dyplomacji Konrad Szymański.
W grę mogą wchodzić wydalenia kolejnych rosyjskich dyplomatów, ale również sankcje gospodarcze lub retorsje wymierzone w najbliższych współpracowników Władimira Putina bądź wspierających go oligarchów. Dużo będzie zależało od zachowania Londynu i tego, jakiego wsparcia będzie oczekiwać, czy sam wdroży kroki wobec związanych z Putinem Rosjan mających nieruchomości i inne aktywa na Wyspach.
Na pewno już teraz reakcję zachodnich państw można określić jako bezprecedensową. Negocjacje trwały kilkanaście dni. Polska była jednym z krajów od początku namawiających do jak najbardziej energicznej i szeroko zakrojonej akcji wobec Rosji. Rozmowy w tej sprawie szef MSZ Jacek Czaputowicz prowadził z szefem brytyjskiej dyplomacji Borisem Johnsonem, zaś Mateusz Morawiecki dyskutował na ten temat bezpośrednio z Theresą May. Pierwsze decyzje o sankcjach zapadły jeszcze przed wyborami w Rosji, ale najpierw czekano na podanie ich wyników. A potem robiono wszystko, by liczba krajów, które zareagują, była jak największa.
- Premier Morawiecki należał do szefów rządów, którzy bardzo mocno akcentowali potrzebę skoordynowanej akcji i reakcji na to, co się wydarzyło w Wielkiej Brytanii. Konkluzje Rady Europejskiej otwierają furtkę do dalszych działań. Nie może to być rozumiane jako jednorazowa reakcja - mówi wiceszef MSZ Konrad Szymański.
Kreml zapowiedział już "proporcjonalną" odpowiedź w najbliższych dniach. Rosyjskie MSZ określiło działania jako prowokacyjny gest w ramach źle pojętej solidarności z Londynem, który narusza prawo międzynarodowe. To - zdaniem Moskwy - utrudni wyjaśnienie ataku w Salisbury.
Rozmiar reakcji międzynarodowej był nieoczekiwany nawet dla samej Wielkiej Brytanii, która od ponad trzech tygodni apelowała do partnerów w UE i NATO o solidarność. Szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson nazwał wczorajszą akcję "nadzwyczajną". Odpowiedź w jego ocenie przejdzie do historii jako największa akcja wydalenia rosyjskich oficerów wywiadu i pomoże w obronie naszego wspólnego bezpieczeństwa.
Brytyjczycy rozważali zwrócenie się do UE o nałożenie kolejnych sankcji na Rosję, jednak ostatecznie z tego zrezygnowali. Potwierdziły to późniejsze rozmowy na unijnym forum, gdy Londyn miał trudności z przekonaniem krajów członkowskich o tym, że za zamachem w Salisbury stała Rosja. Udało się to w zeszłym tygodniu premier Theresie May, która podzieliła się dowodami zebranymi przez brytyjskie służby ze swoimi kolegami z 27 krajów członkowskich na unijnym szczycie. W rezultacie wszystkie państwa Wspólnoty jednomyślnie oceniły, że za atakiem najprawdopodobniej stała Rosja i nie ma alternatywnego wyjaśnienia.
Szef Rady Europejskiej Donald Tusk nie wykluczył dalszych kroków, w tym kolejnych wydaleń, w nadchodzących dniach i tygodniach. Według źródła DGP rozważano także redukcję personelu Stałego Przedstawicielstwa Rosji przy UE, które obecnie liczy 58 pracowników. Jednym z pomysłów jest też wydłużenie czasu obowiązywania obecnych sankcji nałożonych przez UE na Rosję po aneksji Krymu. Miałyby one być przedłużane co dwanaście, a nie - jak obecnie - co sześć miesięcy.
W poniedziałek działań odwetowych nie podjęło 13 państw UE: Austria, Belgia, Bułgaria, Cypr, Grecja, Irlandia, Malta, Luksemburg, Portugalia, Słowacja, Słowenia, Węgry. Przy czym niewykluczone, że dzisiaj na ten krok zdecyduje się Irlandia.
Szef brytyjskiej dyplomacji nazwał wczorajszą akcję "nadzwyczajną"
@RY1@i02/2018/061/i02.2018.061.000000400.802.jpg@RY2@
fot. Paweł Wiśniewski/East News
Szef MSZ Jacek Czaputowicz liczy się z odwetem ze strony Rosji
Magdalena Cedro
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu