W Wenezueli nie ma alternatywy dla dyktatora
Opozycja jest podzielona w sprawie wyborów, a większość potencjalnych kandydatów ma zakaz startu, siedzi w więzieniu albo uciekła za granicę
Nicolás Maduro doprowadził kraj do gospodarczej ruiny i większość mieszkańców chce jego odejścia, a mimo to najprawdopodobniej znów wygra wybory prezydenckie. W zeszłym tygodniu wenezuelskie zgromadzenie konstytucyjne zdecydowało o przyspieszeniu wyborów - zamiast pod koniec roku mają się one odbyć najpóźniej w kwietniu. Tym samym w praktyce ruszyła kampania wyborcza. Rządzący od 2013 r. Maduro od razu zadeklarował zamiar ubiegania się o drugą kadencję, oskarżając przy okazji opozycję o spiskowanie z USA w celu jego obalenia. - Donald Trump nie jest szefem Wenezueli. W Wenezueli rządzi naród, a nie imperia. Jestem gotowy. Wygramy zdecydowanie - zapowiedział na wiecu. Szybszy termin jest na rękę prezydentowi, ale w czwartek Sąd Najwyższy też postanowił mu pomóc w wygranej. Orzekł, że opozycja nie może zarejestrować wspólnego komitetu i wystawić jednego kandydata.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.