Moskwianie żądają wolnych wyborów
Rosjanie wyszli na ulice po tym, jak odmówiono rejestracji opozycjonistów w wyborach do stołecznej rady miejskiej
Takich protestów Moskwa nie widziała od lat, zwłaszcza jeśli chodzi o statystyki zatrzymanych. Do aresztów i na komendy trafiły w sobotę 1373 osoby spośród ponad 20 tys., które wyszły na ulice w obronie swoich kandydatów w wyborach lokalnych, planowanych na 8 września. Władze w ostatnich dniach odmówiły rejestracji wielu działaczy antyputinowskiej opozycji.
20 tys. dla miasta, w którym żyje kilkanaście milionów ludzi, to może niewiele, ale jak na standardy rosyjskie, sporo. Protesty zbiegają się jednak ze spadkiem popularności prezydenta Władimira Putina i partii władzy. Efekt aneksji Krymu, która wywindowała notowania rządzących do niespotykanych poziomów, minął. Obecnie według oficjalnych badań WCIOM poparcie dla kremlowskiej Jednej Rosji (JeR) w Moskwie spadło do zaledwie 22 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.