Boris Johnson spod dziesiątki
Rządy w Wielkiej Brytanii obejmie dzisiaj nowy premier. W spadku po Theresie May otrzymuje wyjątkowo trudne zadanie – dokończenie brexitu
Polityk porównał kiedyś szanse na to, że zostanie premierem do prawdopodobieństwa odnalezienia Elvisa Presleya na Marsie. To zresztą powracający żart w jego wypowiedziach; jeszcze siedem lat temu żartował, że wyprowadzka pod Downing Street 10 grozi mu niewiele bardziej od śmierci przez dekapitację za pomocą frisbee lub oślepienie korkiem od szampana. Teraz słowa te niewiele znaczą, bo jutro obejmie stery jednej z największych gospodarek na świecie i jednego z nielicznych mocarstw atomowych, a także zamieszka pod tym londyńskim adresem.
– Wszystkim wątpiącym pragnę powiedzieć: stary, jeszcze rozkręcimy ten kraj. Dokończymy brexit z upływem października. I wszyscy skorzystamy z możliwości, jakie nam to przyniesie w duchu „damy radę” – mówił wczoraj nowy przewodniczący Partii Konserwatywnej, a zarazem przyszły premier. W korespondencyjnym głosowaniu, w którym wzięło udział prawie 90 proc. członków ugrupowania, Johnson otrzymał dwie trzecie głosów. Reszta przypadła jego rywalowi, Jeremy’emu Huntowi, obecnemu szefowi dyplomacji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.