Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ukraina, Mołdawia, Armenia i Gruzja a koncert mocarstw

25 czerwca 2019
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

O d chwili wyboru Donalda Trumpa wielu zadawało sobie pytanie, czy prezydent USA znajdzie porozumienie z Władimirem Putinem kosztem państw byłego ZSRR (poza państwami bałtyckimi), a być może nawet kosztem Europy Środkowo-Wschodniej. Podejrzenia, a następnie śledztwo ws. wspierania jego kandydatury przez Kreml i ew. współpracy samego prezydenta bądź też jego sztabu wyborczego z Moskwą spowodowały jednak, iż obawy te wydawały się przez ostatnie dwa lata nierealne. Śledztwo się jednak zakończyło, a związków Donalda Trumpa z Moskwą nie udowodniono.

Dla Białego Domu – i to niezależnie kto w nim zasiada – Kreml bywa trudnym partnerem. Ale od dawna już to Chiny, a nie Rosja – są konkurentem i wyzwaniem dla USA. Aktywność Moskwy na strategicznych z punktu widzenia Waszyngtonu kierunkach jest w zależności od okresu albo zgodna z polityką amerykańską – jak wówczas gdy Rosja wytrzymywała dostawy systemów przeciwlotniczych S-300 do Iranu, albo sprzeczna, ale wówczas jest to raczej pretekstem do handlu wymiennego i nie staje się istotą relacji. Przykładowo rosyjska aktywność w Syrii ma dwa podstawowe cele. Po pierwsze, chodzi oczywiście o to, by nie oddać całkowicie pola Stanom Zjednoczonym, ale po drugie – i to jest z naszego punktu widzenia znacznie ważniejszy element – celem otwierania przez Rosję nowych frontów nie jest to, by stawać się na nich dominującym graczem, ale to, by mieć czym handlować w zamian za ustępstwa w kluczowych dla Moskwy miejscach. Te zaś leżą znacznie bliżej Polski niż Syria. Realistycznie rzecz ujmując, Rosja nie ma możliwości prowadzenia polityki o takiej skali i z takim rozmachem jak niegdyś Związek Sowiecki. Jeśli więc Moskwa wspiera np. reżim Nicolása Madury w Wenezueli, to nie dlatego, że po Wenezueli chce wrócić np. na Kubę. Ale dlatego, że będąc państwem rewanżystowskim, agresywnym i z naszej perspektywy ofensywnym, równocześnie w istocie jest państwem słabym i takim, którego ambicje ograniczone są do przestrzeni posowieckiej. W odniesieniu do której Moskwa musi – dodajmy – bronić swoich pozycji nie tylko przed Stanami Zjednoczonymi, ale również na Kaukazie – przed Turcją, a w Azji Centralnej – Chinami. Rosyjska polityka zagraniczna to gra ponad możliwości. Nie po to jednak, by niczym ZSRR następnie paść pod ciężarem nadmiernych ambicji, ale po to, by uzyskać to, co realne. Rosyjska elita władzy jest w odróżnieniu od władzy sowieckiej hiperrealistyczna i nie jest skłonna do ideologicznych porywów. Równocześnie kremlowskie elity – znów w odróżnieniu od elit sowieckich – skłonne są do brawury i bardzo niestandardowych działań.

Siła Rosji jest w znacznym stopniu fikcją. Spektaklem odgrywanym na użytek Zachodu, który jest pod każdym względem znacznie silniejszy, ale zarazem pozbawiony woli walki. Zwycięstwa Rosji w ostatnich latach to tak naprawdę wynik nie tyle realnie posiadanych aktywów, ile sprawnej dyplomacji i efektywnych służb. Kombinacja wyżej wymienionej słabości i równoczesnej siły powoduje, że na logikę Stany Zjednoczone i szerzej Zachód oraz z drugiej strony Rosja muszą się prędzej czy później porozumiewać. Przy czym celowo używam tutaj trybu ciągłego („porozumiewać”, a nie „porozumieć”), gdyż każde porozumienie jest tyleż końcem pewnego etapu negocjacji, co i początkiem następnego.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.