Szklany sufit
Mamy za mało urzędników w Brukseli. To mało dostrzegalny, ale ważny powód naszych porażek na forum unijnym
To urzędnicy przygotowują przepisy, które stają się podstawą regulacji na poziomie ogólnoeuropejskim. – Armia nie generałami, lecz wojskiem stoi – mówi dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP) Wojciech Federczyk. Cóż z tego, że mamy w Brukseli komisarz ds. rynku Elżbietę Bieńkowską, skoro wiele decyzji jest podejmowanych na niższych szczeblach. – A to przecież podczas toczonych tam dyskusji można przedstawiać nasze rozumienie określonych spraw czy też specyfiki problemów – dodaje szef KSAP.
Przykładem dobrze radzącego sobie kraju naszego regionu jest Rumunia, która w UE jest od 2007 r. – o trzy lata krócej niż my. W Komisji Europejskiej zatrudnionych jest 1,3 tys. Rumunów (4,5 proc. wszystkich funkcjonariuszy) i 1,4 tys. Polaków (4,9 proc. ogółu). Liczby są do siebie zbliżone, ale biorąc pod uwagę potencjał ludnościowy, wypadamy dużo gorzej. Populacja Polski stanowi wszak 7,4 proc. całej ludności Wspólnoty, Rumunii – tylko 3,8 proc. Dobrze idzie też Węgrom – osoby z tego kraju stanowią 2,5 proc. wszystkich zatrudnionych w KE, tymczasem ich populacja to 1,9 proc. unijnych obywateli. Stan naszych kadr wygląda jeszcze gorzej, gdy porównamy się z krajami zachodniej Europy. Hiszpanie stanowią 9 proc. obywateli UE, a w Brukseli mają 2,4 tys. pracowników. Spośród wszystkich 28 krajów członkowskich najwięcej reprezentantów w KE mają Belgowie – aż 4,9 tys. osób. To nie dziwi, bo w stolicy Belgii siedzibę ma większość unijnych instytucji. W tym Komisja, biurokratyczny motor całej Wspólnoty. Drudzy po Belgach są Włosi, którzy mają 3,9 tys. urzędników, a na trzecim miejscu są Francuzi – z kraju nad Sekwaną pochodzi ponad 3 tys. osób zatrudnionych w Brukseli, co oznacza, że co dziesiąty pracownik KE jest Francuzem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.