Król Bibi znów jest zwycięzcą
Wybory wygrał Binjamin Netanjahu. Teraz będzie próbował tworzyć koalicję, co wcale nie musi się udać
Król Bibi, jak nazywany jest często Netanjahu, triumfował po zakończeniu poniedziałkowych wyborów parlamentarnych i mówił, że to największe zwycięstwo w jego karierze. – Musimy uniknąć kolejnych wyborów. Czas zasypać podziały, czas na pojednanie – mówił do swoich zwolenników w powyborczą noc, gdy znane już były sondażowe wyniki trzecich w ciągu ostatniego roku wyborów parlamentarnych w Izraelu.
To zwycięstwo może się jednak okazać pyrrusowe, bo być może wcale nie pozwoli na przełamanie politycznego impasu. Wczoraj po południu, po przeliczeniu ponad 90 proc. głosów, prognozy mówiły o tym, że prawicowy Likud, któremu lideruje premier, zdobędzie prawie 30 proc. poparcia, co daje 36 miejsc w 120-osobowym Knesecie. To o cztery więcej niż zajmie jego główny konkurent – centrolewicowy sojusz Niebiesko-Biali, któremu przewodzi emerytowany generał Benny Gantz. Miejsce na wyborczym podium zajęła również Wspólna Lista, która, dostając głównie głosy wyborców arabskich, zdobyła 15 miejsc. Najpewniej Netanjahu wraz z potencjalnymi koalicjantami będzie miał 59 albo 60 miejsc, o jedno lub dwa za mało, by rządzić.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.