W Izraelu do trzech razy sztuka
Według sondaży także to głosowanie nie wyłoni zdecydowanego zwycięzcy
– Wybory w Izraelu obserwuję prawie od momentu założenia tego kraju. Zawsze był to dzień, który uważaliśmy za święto demokracji izraelskiej, i muszę powiedzieć, że dziś nie czuję święta. Tylko poczucie wstydu przed obywatelami Izraela – mówił wczoraj prezydent Reuven Rivlin podczas oddawania głosu w swoim lokalu wyborczym w Jerozolimie. – Nie zasługujemy na kolejną okropną i brudną kampanię wyborczą jak ta, która kończy się dzisiaj, i nie zasługujemy na tę niekończącą się niestabilność. Zasługujemy na rząd, który działa dla nas – przemawiał polityk.
Trudno się dziwić jego gorzkim słowom. Wczorajsze wybory parlamentarne w Izraelu to już trzecie od kwietnia ub.r. W kampanii zaś nie brakowało takich chwytów jak m.in. ujawniania nagrań z prywatnych spotkań. Polityczny chaos zaczął się w listopadzie 2018 r., gdy do dymisji podał się dotychczasowy minister obrony Avigdor Lieberman z partii Nasz Dom Izrael, która w dużej mierze zbiera głosy obywateli rosyjskiego pochodzenia. Wyjście z rządu tego polityka – jastrzębia w rządowych rozmowach z Hamasem, oznaczało utratę większości przez gabinet Binjamina Netanjahu i kwietniowe wybory.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.