Jaki będzie islamizm po arabskiej wiośnie?
Ten rok rozpoczął się nadzieją dla świata arabskiego i obaleniem jego długoletnich dyktatorów. Jednak dużo się też pisze o efektach tych wydarzeń - piśmie wyborczych zwycięstw islamistów, szczególnie w Egipcie, rywalizacji o władzę i utrzymującym się braku stabilizacji połączonym z aktywizacją skrajnych ruchów wyznaniowych (Egipt i Syria).
Z historycznego punktu widzenia trudno byłoby jednak oczekiwać innego biegu wypadków. Podczas pierwszych arabskich ruchów narodowych normalny proces budowania państwowości został zaburzony, a prodemokratyczne dążenia zdyskredytowane na skutek interwencji imperium brytyjskiego i francuskiego na przełomie XIX i XX wieku. Zwykły proces rozwoju państw ustąpił miejsca rewolucji wywołanej przez panarabskie siły nacjonalistyczne. Elity narodowościowe utworzyły kraje, w których gwarantem bezpieczeństwa były despotyczne władze. A jedynym miejscem, w którym mogli gromadzić się ich oponenci, stały się meczety. Idealne warunki do odradzaniu się skrajnie islamistycznych ruchów. Prawda jest taka, że dotychczasowe reżimy były głównym źródłem niestabilności w regionie. Najlepszym tego przykładem są brutalność i sekciarstwo rządów syryjskiego dyktatora Assada, który kurczowo trzyma się władzy.
Niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń okres transformacji będzie długi i kłopotliwy. Islamiści znajdą się zapewne w samym centrum głównego nurtu politycznego. Całkiem realna wydaje się zatem możliwość konfliktu na tle religijnym, podobnie jak to było w Iraku.
Ale Irak przeżył najazd i okupację obcych wojsk. W obecnych rewolucjach Arabowie wyzwalają się głównie sami. A to zasadnicza różnica. Islamiści będą musieli wyjść poza slogany odwołujące się do stawiania oporu. Będą musieli zapewnić ludziom pracę, rynek usług, zbudować instytucje społeczne i rządy prawa, umożliwić edukację i wprowadzić reformy. Bez tego społeczeństwa nie będą w stanie uwolnić swego tłumionego dotąd potencjału.
Co więcej - islamiści muszą konkurować z mającymi szeroką bazę, choć pofragmentowanymi ruchami demokratycznymi zepchniętymi na margines przez rebeliantów.
Iran i Arabia Saudyjska są krajami teokratycznymi, w których rządzą sekty religijne i klany. Ale Turcja, w której przeważają sunnici nie. Premier Recep Tayyip Erdogan nie ma poglądów sekularnych w zachodnim tego słowa znaczeniu. Przedstawia idee sekularyzmu jako tarczę, którą państwo chroni obywateli wszelkich przekonań. Doświadczenia Turcji przyciągają uwagę opinii publicznej w sposób, na jaki nie może liczyć Iran czy Arabia Saudyjska. Wielu Arabom podoba się to, co widzą w Turcji - nie tyle entuzjastyczna demokracja, ile pełna dynamizmu gospodarka. Widzą w tym sukces i wzorzec do naśladowania.
Tłum. TK
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu