Wolność i faceci w mundurach
W końcu się doczekaliśmy - w Egipcie nadchodzi ostateczne starcie pomiędzy władzą cywilną a armią. Czy powinniśmy popierać/wspierać powstańców z symbolicznego już placu Tahrir? Albo tak, albo nie, obie wersje są dopuszczalne. Przestrzegałbym tylko przed katastroficznymi przepowiedniami na wypadek sytuacji, gdyby wojsko uzyskało duże ustępstwa na swoją rzecz. Generałowie w historii potrafili błysnąć również właściwą polityką gospodarczą. Sama nasuwa się np. Korea Płd., która wyrosła na tygrysa azjatyckiego, będąc przez kilka dekad krajem absolutnie autorytarnym, w którym dopiero na przełomie lat 80. i 90. wojskowi przekazali władzę w ręce demokratycznej opozycji.
Armia egipska oczekuje na mniej niż kiedyś koreańska - modelem, na który się powołuje, jest status wojska w Turcji. Tam armia, jako strażniczka republikańskiego, świeckiego państwa, może w razie bliżej niesprecyzowanego zagrożenia interweniować w polityce wewnętrznej. Model ustrojowy niezbyt apetyczny dla Europejczyka, niemniej Turcja rozwija się w ciągu ostatnich dekad bardzo błyskotliwie, ma demokrację i edukację, mówiło się nawet o jej akcesji do UE - tempo przyrostu PKB rocznie (nawet 9 proc.) ma takie, że sama Unia mogłaby się od Turków uczyć. Nie widzimy w Ankarze oznak nadejścia kryzysu politycznego.
Armia niezależna, stojąca na straży porządku nie musi być sama z siebie groźna. Nie musi też być zbawienna - egipska dyktatura Mubaraka, oparta na wojsku, wielkich sukcesów gospodarczych nie odnotowała. Rozumiem pobudki, które skłaniają dzisiaj wielu Egipcjan do protestu. Rozumiem też jednak zagrożenia, które mogą wyniknąć z demokracji wyłaniającej się z negatywnych emocji. Nie postrzegałbym armii egipskiej jako naturalnego wroga obywateli - źle byłoby, gdybyśmy musieli pluć sobie w brodę, jeśli Egipcjanie wybraliby rząd groźny dla siebie czy sąsiadów. Rządy wojskowych zastąpione przez sprawnie działającą demokrację? Jak najbardziej tak. Jednak rządy wojskowej junty ewoluującej w stronę modelu tureckiego mogą się okazać jedyną realistyczną alternatywą dla wojny domowej albo dyktatury ideologicznej. Nowej, świeżej, a zatem po stokroć groźniejszej od tej zmurszałej, którą obaliła arabska wiosna ludów.
@RY1@i02/2011/228/i02.2011.228.186000200.802.jpg@RY2@
wojciech górski
Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu