W innych krajach arabskic h też jest niespokojnie
W Jemenie opozycja przeciw prezydentowi Alemu Abdellahowi Salahowi dostała wczoraj poważne wsparcie.
Przyłączył się do niej jeden z głównych generałów i bliski współpracownik prezydenta Ali Mohsen, a w ślad za nim dwóch innych generałów i ok. 60 oficerów.
- Ogłaszamy, że popieramy i ochraniamy młodych ludzi, którzy protestują na placu Uniwersyteckim w Sanie - oświadczył Mohsen, dowódca pierwszej dywizji pancernej. Jednostki tej dywizji - czołgi i pojazdy opancerzone - zostały rozmieszczone w kluczowych punktach jemeńskiej stolicy. Saleha, który rządzi Jemenem od 32 lat, opuścili wczoraj także gubernator południowej prowincji Aden oraz ambasador w Syrii. Wszystkie rezygnacje zostały złożone w związku z pacyfikacją antyrządowej demonstracji, do której doszło w piątek na placu Uniwersyteckim. Zginęły w niej 52 osoby, a 120 zostało rannych. W niedzielę, próbując uspokoić sytuację, Saleh zdymisjonował cały rząd. Już wcześniej ogłosił, że odejdzie ze stanowiska wraz z upływem kadencji w 2013 r. i nie będzie próbował przekazać władzy synowi. Demonstranci domagają się jednak natychmiastowego ustąpienia. Jemen jest najbiedniejszym państwem arabskim, a sytuację komplikuje to, iż na jego terytorium działa Al-Kaida.
Tymczasem zaostrza się sytuacja w kolejnym kraju arabskim - Syrii. Wczoraj armia została rozmieszczona na rogatkach miasta Dara na południowym zachodzie, gdzie od kilku dni trwają antyrządowe protesty. Podczas pogrzebu 23-letniego mężczyzny, jednej z ofiar wcześniejszych demonstracji, kilka tysięcy osób domagało się zwiększenia politycznych swobód oraz zahamowania korupcji w kraju. Wczoraj obyło się bez incydentów, a siły bezpieczeństwa nie interweniowały. Dzień wcześniej demonstranci w Darze podpalili siedzibę rządzącej partii Baas oraz sądu. Protesty przeciw prezydentowi Baszirowi el-Asadowi trwają w Syrii od połowy marca. Asad, który przed 11 laty odziedziczył władzę po ojcu, jak na razie odrzuca wezwania do przeprowadzenia reform politycznych.
Z kolei król Bahrajnu Hamad ibn Isa al-Chalifa ogłosił wczoraj, że udaremniono zagraniczny spisek i podziękował obcym oddziałom za pomoc w zakończeniu niepokojów. Nie wymienił z nazwy żadnego kraju, ale wiadomo, że miał na myśli Iran. Wczoraj i w niedzielę oba kraje wydaliły swoich dyplomatów. W zeszły poniedziałek, aby pomóc w opanowaniu zamieszek, do Bahrajnu wkroczyli saudyjscy żołnierze i policjanci ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
bjn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu