Rewolucja w Jemenie może zniszczyć kraj
Po Tunezji i Egipcie Jemen staje się kolejnym krajem arabskim ogarniętym nastrojami rewolucyjnymi. To zła wiadomość: w Jemenie roi się od rebeliantów i baz Al-Kaidy.
Opozycja, w której skład wchodzą umiarkowani islamiści i świeccy socjaliści, ogłosiła czwartek dniem gniewu. W protestach przeciw rządzącemu od 1978 r. prezydentowi Alemu Abdullahowi Salihowi (spośród republikańskich przywódców dłużej na świecie rządzą jedynie Kameruńczyk Paul Biya i Libijczyk Muammar Kaddafi) wzięło udział co najmniej 20 tys. osób.
Salih za wszelką cenę stara się uniknąć wariantu egipskiego. W środę wieczorem obiecał, że w 2013 r. nie będzie się ubiegał o kolejną kadencję prezydencką. Zaoferował też powołanie wspólnego rządu z opozycją, wprowadzenie limitu kadencji prezydenckich i reformę konstytucji. Jego przeciwnicy żądają jednak natychmiastowej dymisji prezydenta.
Chaos w 24-milionowym Jemenie, najbiedniejszym państwie arabskim, zagraża istnieniu kraju. Miejscowa Al-Kaida należy do awangardy islamskiego ekstremizmu i dysponuje tam bazami szkoleniowymi. Na południu wciąż żywe są nastroje separatystyczne (Jemen Południowy przed 1990 r. był oddzielnym państwem). Na północy tli się zaś rebelia szyickiej sekty zajdytów oskarżającej sunnicką większość o wieloletnią dyskryminację.
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.000.011c.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
W czwartkowym dniu gniewu protestowały tysiące osób
mwp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu