Ambasador USA zabity w Libii
Christopher Stevens zginął w następstwie ataku manifestantów na budynek konsulatu USA w Bengazi
Tłum zaatakował gmach w reakcji na izraelski film fabularny przedstawiający w niekorzystnym świetle islamskiego proroka Mahometa.
Na razie nie wiadomo dokładnie, w którym momencie zginął Christopher Stevens, jego dwóch ochroniarzy i pracownik konsulatu.
Według telewizji Al-Dżazira, zazwyczaj dobrze poinformowanej w sprawach związanych z tym regionem świata, ambasador zmarł w następnie zatrucia dymem po tym, jak konsulat został trafiony granatem bądź rakietą. Wiceszef libijskiego MSW Wanis asz-Szarif niemal natychmiast po zamachu obciążył odpowiedzialnością za atak lojalistów wiernych zabitemu w trakcie ubiegłorocznej rebelii dyktatorowi Muammarowi Kaddafiemu.
Asz-Szarif dodał zarazem, że Amerykanie powinni byli opuścić konsulat, jak tylko tłum obiegła informacja o skandalizującym, półamatorskim filmie "Niewinność muzułmanów" Sama Bacile’a. Obraz, na którym Mahometa przedstawiono jako oszusta, pedofila i homoseksualistę, wywołał falę protestów w państwach islamu porównywalną do tej sprzed pięciu lat, wywołanej publikacją przez duński dziennik "Jyllands-Postem" karykatur założyciela islamu. Jakiekolwiek przedstawienie graficzne Mahometa jest w tej religii uznawane za świętokradztwo. Poza Libią, w której nowe władze wciąż nie potrafią przywrócić bezpieczeństwa, do ataku na amerykańskie placówki doszło także w Egipcie. W Kairze wściekły tłum zerwał z gmachu ambasady USA flagę tego kraju i zastąpił ją czarnym sztandarem islamu.
Stevens jest szóstym zabitym ambasadorem w historii USA.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu