Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Zabijając własnych obywateli, al-Asad podpisał na siebie wyrok

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 0 minut

Dziesiątki tysięcy zabitych, powszechna islamizacja, szybujące bezrobocie i miliardowe straty finansowe. Z takim bilansem mamy do czynienia ponad rok po tym, jak 26-letni bezrobotny Tunezyjczyk Mohamed Bouazizi dokonał samospalenia i rozpoczął falę protestów w krajach arabskich. Powstania - choć obaliły dyktatorów w czterech krajach - jednocześnie zrujnowały gospodarkę, pogłębiły podziały społeczne i zdestabilizowały sytuację w regionie.

Dziś cały świat patrzy na Syrię, która pogrąża się w wojnie domowej. Do odejścia rządzącego krajem od 12 lat Baszara al-Asada nie doprowadziła trwająca od ponad roku rebelia. Bezsilna pozostaje także światowa dyplomacja. Rozlewu krwi nie zatrzymał pokojowy plan wysłannika ONZ Kofiego Annana. Mimo że oficjalny termin zawieszenia broni minął we wtorek, w kraju wciąż toczą się ciężkie walki. Zdaniem wielu ekspertów w propozycji ONZ brakuje najważniejszego punktu - mechanizmu egzekwowania założeń planu. Coraz więcej obserwatorów skłania się do opinii syryjskiej opozycji - rozlew krwi zostanie wstrzymany jedynie poprzez obalenie al-Asada.

Mimo to Zachód nie kwapi się z pomocą militarną dla rebeliantów. Na przeszkodzie formalnie stoją Rosja i Chiny, blokujące interwencję przeciwko al-Asadowi na forum ONZ. Nieformalnie chodzi zaś o rozczarowanie wynikiem rebelii w poprzednich krajach arabskich. Miejsce rządzących od lat dyktatorów zajęły partie muzułmańskie - al-Nahda w Tunezji, Wolność i Sprawiedliwość oraz An-Nur w Egipcie. Islamiści mają spore szanse na wygraną także w wyborach w Algierii, Jemenie i Libii.

Arabska wiosna pogłębiła także problemy gospodarcze w regionie. Jak wynika z obliczeń Arabskiej Organizacji Pracy rebelia kosztowała już 100 mld dol. Sama tylko Syria straciła w wyniku powstania ok. 27 mld dol.

Z Haithamem al-Malehem rozmawia Nino Dżikija

Powstanie Syryjczyków przeciwko rządom Baszara al-Asada trwa od ponad roku. Dziś Syria to masowe groby, przepełnione więzienia, setki tysięcy ludzi bez dachów nad głową. Czy istnieje szansa na zawarcie kompromisu?

Nie. Nie zamierzamy prowadzić negocjacji z zabójcą, jakim jest Baszar al-Asad. Z rąk jego armii zginęło 12 tys. Syryjczyków - głównie niewinnych kobiet i dzieci. Około 20 tys. osób uznano za zaginione. Setki tysięcy Syryjczyków uciekają z kraju. Pójście na układy z al-Asadem jest równoznaczne podpisaniu umowy z diabłem, kiedy ma się pistolet przystawiony do skroni.

Czy to oznacza, że Syrię czeka długotrwała wojna domowa?

Al-Asad przelał za dużo krwi. Nie ma powrotu do układu sprzed roku. Posłuszeństwa od nas nie wyegzekwują nawet setki tysięcy funkcjonariuszy z jego 15 urzędów sił bezpieczeństwa. Tylko dzięki szeroko rozbudowanej siatce policji politycznej al-Asad utrzymywał kraj w ryzach.

Al-Asad pacyfikuje protesty, walcząc o przeżycie. Wie, że może go spotkać los Kaddafiego.

Przypomnę tylko, że na początku syryjskie manifestacje miały charakter pokojowy. 15 marca 2011 r. nikt nie chciał rozlewu krwi. Byłem wśród protestujących. Nie widziałem noży w ich rękach. Ludzie domagali się jedynie wolności, liberalizacji systemu politycznego i przestrzegania praw człowieka. Nie żądali odejścia al-Asada i jego popleczników. Po miesiącu trwania manifestacji reżim postanowił uciszyć niezadowolonych, podnosząc rękę na własny naród. Wysłannicy al-Asada zaczęli polować na protestujących. Zabijali głównie strzałem w głowę. Początkowo 10 - 15 osób dziennie. Dziś rewolucja pędzi z prędkością 100 zabitych opozycjonistów na dobę. Do snajperów dołączyła ciężka artyleria. Syryjczycy nie mają wątpliwości, że własny rząd zamierza ich zabić.

Syria miała już kilka okazji do zakończenia rzezi w kraju. Baszar al-Asad nieraz występował z propozycją negocjacji. Dlaczego opozycja nie poszła mu na rękę?

Gdy al-Asad zaprosił opozycję do negocjacji w połowie lipca, odmówiliśmy. Nie można wierzyć w ani jedno jego słowo. W kwietniu ubiegłego roku al-Asad zniósł stan wyjątkowy obowiązujący w kraju od 48 lat. Były to jednak pozory zmian. Stan wyjątkowy został zamieniony na słynny artykuł nr 55 kodeksu karnego. Nowe prawo dało funkcjonariuszom służb specjalnych uprawnienia prokuratorskie. Teraz każdy pracownik bezpieki ma prawo zatrzymać dowolnego przechodnia, wsadzić go za kratki bez wyroku na wiele miesięcy i torturować aż do wymuszenia przyznania się do winy. Sam spędziłem w syryjskich więzieniach kilkanaście lat. Znam ten system od podszewki. Wielokrotnie byłem świadkiem tortur. Przed oczami wciąż stoi mi obraz, jak funkcjonariusze kawałek po kawałku odcinali siekierą ręce i nogi dziesięciu młodym ludziom z Aleppo, starając wymusić na niewinnych osobach potrzebne władzom zeznania.

Czy al-Asad długo utrzyma się u władzy?

Zabijając własnych obywateli, al-Asad podpisał na siebie wyrok. Reżim runie tak samo jak niegdyś rządy Sowietów w Polsce. Kraj od roku jest sparaliżowany. Gospodarka nie funkcjonuje. Fabryki stoją zamknięte albo zostały przerobione na więzienia. Funt syryjski stracił 60 proc. na wartości. W kraju szaleje inflacja. Al-Asadowi zaczyna brakować pieniędzy nawet na opłacanie zabójców. Wcześniej ludzie z Szabiha - wynajmowanych przez rząd bojówek cywilnych - dostawali za swoją pracę od tysiąca do dwóch tysięcy dolarów na miesiąc. Teraz obowiązuje opłata w naturze. Cywile są okradani z jedzenia, ramy okienne i meble idą na opał. Nawet swoje potrzeby fizjologiczne Szabiha załatwiają w ich domach, a kobiety i dziewczyny są gwałcone na oczach własnych ojców, mężów, braci i dzieci. Najładniejsze zabierają jako prezent dla dowódców.

Armia al-Asada pacyfikuje miasto za miastem. Skąd pewność wygranej opozycji?

Robimy się coraz silniejsi. Coraz więcej żołnierzy al-Asada przechodzi na naszą stronę. Jako pierwsi wojska rządowe zaczęli opuszczać mieszkańcy małych wiosek. Odmawiali wykonywania rozkazu dowództwa. W ich przypadku oznaczałoby to zastrzelenie najbliższych przyjaciół i rodziny.

Dziś licząca 60 tys. żołnierzy Wolna Armia Syrii w dwóch trzecich składa się z byłych rządowych bojowników. To zawodowcy. Mamy 9 tys. wysoko wykwalifikowanych oficerów. Dysponujemy bronią, głównie lekką i kilkoma czołgami. Tym, co zabrali ze sobą uciekinierzy z rządowej armii. Mamy też militarne wsparcie z zagranicy. Pomagają nam bogaci emigranci syryjscy i sojusznicy z krajów arabskich. Choć z wielkim trudem, ale dostarczamy posiłki lądem. Nasi sojusznicy z Jordanii, Libanu, Turcji, a nawet Iraku wiedzą, jakimi kanałami przemycić broń przez syryjską granicę. Część uzbrojenia zdobywamy w trakcie walk. Najwięcej zaś kupujemy wewnątrz kraju od bojówek reżimowych. Podobnie jest z lekami i jedzeniem. Korupcja - to słowo kluczowe dla rządów al-Asada. Tym razem obróciła się przeciwko niemu.

Czy państwa zachodnie również niosą Syrii pomoc materialną?

Jak na razie Zachód ogranicza się do grożenia palcem. My natomiast potrzebujemy konkretów - pieniędzy, broni, lekarstw. Jednak w odróżnieniu od wojny w Libii, nam kraje zachodnie nie śpieszą z pomocą. Nie mamy ogromnych zasobów ropy, więc nie stanowimy wielkiej wartości. Tymczasem nie można zwlekać. Jesteśmy krok od chaosu.

Może Zachód boi się popełnić te same błędy. Udzielone poparcie nie doprowadziło do pozytywnych zmian w innych krajach arabskich. Porewolucyjny Egipt różni się od Egiptu Mubaraka jedynie tym, że autokrację sprawuje teraz nie świecki rząd, tylko wojskowi i islamiści.

Opowiastki o radykalnych islamistach, którzy walczą przeciwko al-Asadowi ramię w ramię z żołnierzami Syryjskiej Armii Wolności, to rządowa propaganda. Szerząc plotki o mudżahedinach w naszych szeregach, reżim chce zniechęcić zachodnią opinię publiczną do syryjskiej opozycji. Kolejna bzdura to opowiastki o wewnętrznym rozdrobnieniu. Pod skrzydłem Syryjskiej Rady Narodowej skupionych jest ok. 60 proc. ugrupowań opozycyjnych. Po naszej stronie stanęli też syryjscy Kurdowie. Łączy nas jeden cel - wolna, demokratyczna, tolerancyjna Syria.

@RY1@i02/2012/073/i02.2012.073.186000800.802.jpg@RY2@

mat. prasowe

Haitham al-Maleh - czołowy syryjski obrońca praw człowieka, stoi na czele Frontu Działania Narodowego. Wraz z Syryjską Radą Narodową walczy o finansową pomoc rebeliantom poza granicami Syrii. Kilkanaście lat życia spędził w więzieniach za krytykę rządów al-Asada

Za zorganizowanie wywiadu dziękujemy Komitetowi Wsparcia Rewolucji Syryjskiej z Polski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.