Jest szansa na pokój w Syrii, ale tylko połowiczny
Bliski Wschód
Damaszek zaakceptował plan zawieszenia broni, zaproponowany przez byłego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana. Walki natomiast przenoszą się do sąsiedniego Libanu.
Annan poinformował o zaakceptowaniu warunków przez prezydenta Baszara al-Asada podczas wczorajszej wizyty w Chinach. Plan zakłada m.in. wycofanie ciężkiej artylerii i wojska z głównych miast, wypuszczenie więźniów oraz swobodę podróżowania, także dla dziennikarzy. Do tej pory w trwającym od ponad roku konflikcie zginęło ponad 8 tys. osób.
- Cieszymy się, że reżim zgodził się na plan, który nareszcie pozwoli powstrzymać represje i rozlew krwi - skomentowała przedstawicielka rebeliantów Basma Kudmani.
Zawieszenie broni ma dać czas na polityczne rozwiązanie konfliktu. 1 kwietnia w Stambule spotkają się przywódcy Zachodu i świata arabskiego, by zastanowić się nad możliwym wyjściem z kryzysu. Nie będzie to jednak łatwe. Baszar al-Asad nie chce słyszeć o dymisji, która z kolei jest warunkiem koniecznym powstrzymania oporu dla podzielonej opozycji.
Na razie władze Syrii szykują się do odwołania planowanych na początek maja wyborów parlamentarnych. To także istotny sygnał, że reżim rozważa zgodę na rozstrzygnięcie polityczne.
Tymczasem do mediów trafiają informacje o naruszeniu granicy Libanu przez syryjską armię. Żołnierze zburzyli kilka domów w miasteczku Al-Ka, w którym miała się chronić opozycja. Liban przez lata był faktycznym protektoratem większego sąsiada, a Damaszek dopiero w 2008 r. uznał jego niepodległość. Dlatego incydenty graniczne w razie eskalacji mogą skończyć się otwartym konfliktem.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu