Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Państwo Islamskie zaostrza retorykę

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Publikowane w internecie groźby zdobycia Rzymu i wzięcia do niewoli żon chrześcijan nie są realne, ale ryzyko ataku terrorystycznego na Zachodzie jak najbardziej tak. Brutalny przekaz bojowników ma być środkiem odstraszającym

Odpowiedzią Państwa Islamskiego na kolejne naloty rozrastającej się koalicji są coraz mocniejsze groźby w stosunku do Zachodu. Ale choć zapowiedzi podbicia Hiszpanii, Włoch czy Bałkanów są przejawem megalomanii albo słabnącej pozycji, to ryzyko przeprowadzenia przez dżihadystów zamachu terrorystycznego w którymś z krajów zachodnich trzeba rozpatrywać bardzo poważnie.

Przed kilkoma dniami Państwo Islamskie opublikowało w internecie 42-minutowy film, w którym grozi chrześcijanom. - Ostrzegaliśmy was: dzisiaj jesteśmy w nowej epoce; w epoce, w której to Państwo Islamskie, jego żołnierze i synowie, są przywódcami, a nie niewolnikami! Podbijemy wasz Rzym, złamiemy wasze krzyże i weźmiemy do niewoli wasze kobiety! - zapowiadają bojownicy Państwa Islamskiego. Nie jest to pierwsza tego typu pogróżka - na przełomie czerwca i lipca jego przywódca Abu Bakr al-Baghdadi zapowiadał, że następnym celem organizacji będzie Rzym, a kalifat ma obejmować wszystkie tereny w Europie, które kiedyś były pod władzą muzułmanów, czyli Hiszpanię i Bałkany.

Jednak od czasu, gdy rozpoczęły się naloty, walka z Zachodem awansowała na liście priorytetów. Na dodatek towarzyszą temu coraz liczniejsze informacje o domniemanych, przygotowywanych i udaremnionych atakach dżihadystów. O ile zbrojne zajęcie Rzymu jest mrzonką, o tyle doniesienia o przygotowaniach do zamachu na papieża trzeba już traktować poważnie. Szczególnie że Franciszek w listopadzie wybiera się do muzułmańskiej Turcji. Co więcej, domniemane miejsca i formy zamachów są na tyle rozrzucone, że zapobieganie im jest wyjątkowo trudnym wyzwaniem. W czwartek iracki premier Haider al-Abadi powiedział o przygotowywanych zamachach na metro w Paryżu i Nowym Jorku, które byłyby obliczone na jak największą liczbę ofiar. W Australii niedawno zatrzymano dżihadystów planujących porwanie na ulicy przypadkowych osób, a następnie publiczne ich ścięcie, zaś w Norwegii ofiarą poderżnięcia gardeł mieli paść mieszkańcy przypadkowego domu, co miałoby wzbudzić powszechny strach.

Przed pogróżkami nie ustrzegli się również politycy. Cristina Fernandez de Kirchner - prezydent nieuczestniczącej w walce Argentyny - poinformowała, że otrzymała pogróżki od bojowników Państwa Islamskiego ze względu na jej przyjaźń z papieżem Franciszkiem.

Oczywiście zabicie papieża czy prezydenta państwa jest bardzo trudne, ale zorganizowanie ataku na przypadkowych ludzi - szczególnie w kraju, który w odróżnieniu od np. USA nie jest w stanie stałej podwyższonej gotowości - jest zupełnie realne, biorąc pod uwagę liczbę zwolenników Państwa Islamskiego na Zachodzie. Według szacunków miejscowych służb z Wielkiej Brytanii i Francji wyjechało walczyć do Syrii i Iraku nawet po 3000 osób. Tego, ilu pozostało na miejscu, ale gotowych byłoby się czynnie zaangażować w dżihad, nie wiadomo.

Władze państw zaangażowanych w antyterrorystyczną koalicję traktują pogróżki islamistów poważnie. Holenderski rząd polecił np. swoim wojskowym, aby bez potrzeby nie pokazywali się publicznie w mundurach, by nie prowokować potencjalnych zamachowców. Brytyjski kontrwywiad MI-5 niedawno podwyższył stopień zagrożenia atakiem terrorystycznym w kraju do "poważnego". Na zimne chuchają też Amerykanie. W połowie września prokurator generalny USA Eric Holder ogłosił początek pilotażowego programu prowadzonego we współpracy z Krajowym Centrum Antyterrorystycznym, który ma na celu zapobiegać radykalizacji nastrojów wśród muzułmanów w Stanach. Choć akurat Amerykanów, którzy wyjechali walczyć do Syrii, jest w porównaniu z innymi krajami zachodnimi niewielu - służby federalne oceniają ich liczbę na kilkanaście osób.

Z kolei Rada Bezpieczeństwa ONZ podjęła rezolucję wzywającą swoich członków, by wyłapywali osoby próbujące wyjechać do Syrii i Iraku, aby przyłączyć się do walki po stronie dżihadystów. Jest to tym bardziej ważne, że Państwo Islamskie używa mieszkańców Zachodu walczących w Syrii jako symbolu uniwersalności swojego przesłania dla całego świata islamu. Teraz organizacja może chcieć wykorzystać posiadaczy zachodnich paszportów w inny sposób.

Zaostrzenie antyzachodniej retoryki, nieobecnej dotychczas w takim natężeniu w komunikatach Państwa Islamskiego, wskazuje, że organizacja traktuje brutalniejszy przekaz jako środek odstraszający. Dotychczas bowiem materiały propagandowe przygotowywane przez medialne ramię Państwa Islamskiego koncentrowały się raczej na wizji utworzenia na Bliskim Wschodzie kalifatu oraz na tym, dlaczego jego przywódca powinien sprawować religijną i polityczną władzę nad całym światem islamu (konsekwencją tego jest przekaz, że obecni przywódcy takiej legitymizacji nie mają). Odróżniało to Państwo Islamskie od chociażby Al-Kaidy, która w publikowanym przez siebie nieregularnie periodyku "Inspire" nawoływała wprost do organizowania zamachów bombowych na terenie USA, zamieszczając nawet instrukcję budowy prostej bomby.

Z Wielkiej Brytanii i Francji wyjechało walczyć do Syrii i Iraku po 3 tys. osób

@RY1@i02/2014/188/i02.2014.188.000001200.803.jpg@RY2@

Domniemane cele ataków Państwa Islamskiego

Jakub Kapiszewski

Bartłomiej Niedziński

dgp@infor.pl

Najbogatsi terroryści świata - o finansach Państwa Islamskiego czytaj na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.