Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Rosja, USA i Syria po jednej stronie

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Syryjska wojna ewoluowała w kierunku najgorszym z możliwych. Teraz największym zagrożeniem nie jest al-Asad, lecz powstające Państwo Islamskie. Walka z nim może doprowadzić do powstania szokującego sojuszu

Jeszcze dwa lata temu około- syryjskie sojusze wyglądały niezbyt skomplikowanie. Zachód wspierał zbrojną opozycję, zaś broniący się przed obaleniem prezydent Baszar al-Asad szukał pomocy w Rosji. To już przeszłość. Asad jest bliski wygrania wojny przeciwko umiarkowanej opozycji, a jego głównym przeciwnikiem stało się Państwo Islamskie (PI). Syryjskie władze nie staną się sojusznikiem Zachodu. Ale wrogami jego wroga już są.

Najnowsze informacje z Syrii dotyczą ścięcia kilkuset przedstawicieli plemienia Asz-Szuajtat. W ten sposób bojownicy PI, które w ostatnich miesiącach rozlało się z terenu Syrii również na północno-zachodni Irak, ukarali mieszkańców dystryktu Dajr az-Zur za powstanie przeciwko ich rządom. Równolegle PI prowadzi walkę na cztery fronty - przeciwko oficjalnym władzom w Damaszku i Bagdadzie, syryjskim i irackim Kurdom, którzy kontrolują zamieszkane przez siebie regiony na tureckim pograniczu, a także umiarkowanej opozycji.

Ta ostatnia jednak od ponad roku znajduje się w defensywie. Jedynym większym terytorium pod kontrolą liberałów pozostają dziś okolice Aleppo. Dwoje amerykańskich badaczy z pomocą syryjskiej dziennikarki Lubny Mri dotarło do kilkudziesięciu byłych żołnierzy umiarkowanej Syryjskiej Wolnej Armii, którzy porzucili jej szeregi i uciekli do Turcji. Jak opisali później na łamach "Washington Post", 53 proc. z nich zadeklarowało, że stracili wiarę w zwycięstwo. - Bojownicy tracą nadzieję i masowo opuszczają swoje brygady - komentował Abu Hasan, dowódca jednej z grup działających w pobliżu Hamy w zachodniej Syrii.

Sama Lubna Mri też ma powody do obaw. Jako antyasadowska, liberalna alawitka jest wyklęta zarówno przez lojalistów, jak i islamistów. Alawici, stanowiący 12 proc. mieszkańców Syrii, w większości popierają wywodzącego się z tej grupy religijnej Asada. Gdy Lubna opowiedziała się po stronie rebelii, rodzina się jej wyrzekła. Dla alawitów prezydent jest gwarantem bezpieczeństwa tak przed zemstą liberałów, jak i prześladowaniami fanatyków. W razie zwycięstwa PI pewnie podzielą oni los mordowanych masowo w Iraku jazydów. Islamiści dowodzeni przez samozwańczego kalifa Ibrahima obie te grupy uważają za niewiernych.

Alawizm wywodzi się z islamu, jednak jego wyznawcy wierzą w reinkarnację, obchodzą Boże Narodzenie, a ich kobiety nie zasłaniają twarzy. Tyle wystarczy, by znaleźli się na celowniku PI. Powody polityczne tylko dopełniają obrazu wroga, którego należy zniszczyć lub nawrócić. Dla władz w Damaszku z kolei radykalny islam, który wyparł umiarkowaną opozycję z większości dawniej zajmowanych przez nią terenów Syrii, jest znacznie większym zagrożeniem niż liberałowie.

Przed miesiącem oddziały Państwa Islamskiego po wielodniowym boju zajęły pole naftowe Szaar, zabijając 270 żołnierzy rządowych. Ze słów cytowanego przez "Syria Deeply" Theodorea Karasika z Instytutu Analiz Wojskowych Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej wynika, że islamiści mogą zarabiać na sprzedaży ropy 100 mln dol. miesięcznie. Każde kolejne zdobyte pole zwiększa tę kwotę. - Sprzedają ją po 30 dol. za baryłkę, ponieważ robią to na czarnym rynku. Cena nie jest więc powiązana z ceną rynkową, przekraczającą obecnie 100 dol. - powiedział Karasik.

Islamiści stanowią zagrożenie także dla Kurdów, zarówno w Iraku, jak i w Syrii, oraz dla graniczącej z oboma państwami Turcji. Także dlatego Kurdowie, broniący się przed groźbą ludobójstwa, próbują załagodzić konflikt z Ankarą. W tym kontekście należy rozpatrywać sobotnie oświadczenie więzionego od 15 lat lidera tureckich Kurdów Abdullaha Öcalana. - Nasza 30-letnia wojna dzięki demokratycznym negocjacjom zbliża się ku końcowi - powiedział Öcalan odwiedzającym go adwokatom. W Syrii Kurdowie działają niezależnie od umiarkowanej opozycji.

"Poparcie dla Asada w Syrii wzrośnie wraz ze wzrostem strachu przed PI" - pisze publicystka tureckiej gazety "Hürriyet" Verda Özer. Skoro popierany przez Rosję Asad i wspierane przez USA władze Iraku walczą ze wspólnym wrogiem w postaci Państwa Islamskiego, a Turcy w obawie przed rozlaniem się dżihadu na własne terytorium szukają porozumienia z Kurdami, powstaje kluczowe pytanie: czy na Bliskim Wschodzie realne jest szokujące ze względów historycznych odwrócenie sojuszy?

Damaszek już dziś apeluje o taki właśnie rozwój wydarzeń. - Jedynym wyjściem, by rozwiązać problem, jest współpraca z prezydentem Asadem. Kwestie wojskowe nie mogą być oddzielone od współpracy politycznej - zaznaczył w rozmowie z brytyjskim "Guardianem" wiceszef syryjskiej dyplomacji Fajsal Makdad, nie ukrywając przy okazji satysfakcji ze starć, do jakich dochodzi między islamistami a Kurdami czy liberałami. - Myśli pan, że smuci nas, gdy nawzajem zabijają się ekstremiści, tacy jak Front an-Nusra (islamiści niepodporządkowani kalifowi Ibrahimowi - red.), Wolna Armia czy PI?

Osobą odpowiedzialną za nieformalne kontakty z Zachodem jest wykształcona w Wielkiej Brytanii Busajna Szaaban, doradca prezydenta Asada. Ciążą na niej zakazy wjazdu do UE i USA, więc tajne rozmowy z przedstawicielami państw UE - twierdzi libańska prasa - zorganizowano w nienależącej do Unii Norwegii. Wcześniej Szaaban gościła również w Moskwie. To ona też reprezentowała reżim w zakończonych fiaskiem rozmowach z opozycją w Genewie. Z kolei w 2013 r. o nieoficjalnych kontaktach niemieckiego wywiadu z Damaszkiem informował kanał ARD.

Władze Syrii mają nadzieję, że w takiej współpracy może pomóc zniszczenie syryjskich zasobów broni chemicznej, przeprowadzone zgodnie z zaproponowanym w ubiegłym roku przez Rosję planem, który ostatecznie uchronił Asada przed zachodnią interwencją. W poniedziałek prezydent USA Barack Obama ogłosił, że najgroźniejsze zasoby zostały właśnie zneutralizowane na pokładzie okrętu "Cape Ray".

Gdy na początku tygodnia Amerykanie atakowali cele Państwa Islamskiego w Iraku, syryjskie lotnictwo przeprowadziło analogiczną operację na własnym terenie. - To dobrze, gdy bojownicy PI są odciągani z pola walki. Ale to jeszcze nie znaczy, że mamy z syryjskim reżimem cokolwiek wspólnego - zastrzegła rzecznik Departamentu Stanu USA Marie Harf. Relacje syryjsko-amerykańskie pozostają otwarcie wrogie od co najmniej dekady, więc formalny sojusz z Asadem trudno sobie wyobrazić. Co innego sytuację, w której znajduje się on po tej samej stronie, co Turcja, USA i Irak.

PI boją się nawet Kurdowie, którzy gotowi są pogodzić się z Ankarą

@RY1@i02/2014/160/i02.2014.160.000000800.804.jpg@RY2@

SANA/REUTERS/FORUM

Powstanie Państwa Islamskiego poprawi notowania Baszara al-Asada w Syrii

@RY1@i02/2014/160/i02.2014.160.000000800.805.jpg@RY2@

BLOOMBERG

Oficjalnie Barack Obama odżegnuje się od współpracy z al-Asadem

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.