Przyjaciele są wściekli
Sojusz USA i Arabii Saudyjskiej to małżeństwo z rozsądku. I jak w każdym takim aliansie za fasadą harmonii kryje się rachunek zysków i strat
Gdy Barack Obama wysiadał pod koniec kwietnia z prezydenckiego Air Force One na lotnisku w Rijadzie, uprzejmościom nie było końca. Goście wskoczyli do limuzyn i popędzili do królewskiego pałacu Erga, gdzie amerykańskiego prezydenta powitał król Salman ibn Abdulaziz al-Saud. - Amerykanie przesyłają pozdrowienia, jesteśmy też bardzo wdzięczni za waszą gościnność. Nie tylko za to spotkanie, ale też za zorganizowanie szczytu Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) - wdzięczył się Obama. - I my żywimy takie uczucia do Amerykanów - odparł monarcha.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.