Atak na rafinerie to krok w stronę otwartej wojny na Bliskim Wschodzie
Do przeprowadzenia sobotnich ataków na rafinerie w Arabii Saudyjskiej przyznali się jemeńscy szyici z ruchu Huti. Ale ich deklarację kwestionuje Waszyngton, wskazując, że ostrzał mógł zostać przeprowadzony przez Teheran z terytoriów irańskich lub irackich. Skąd to całe zamieszanie?
Krzysztof Płomiński były ambasador RP w Iraku i Arabii Saudyjskiej, doradca Krajowej Izby Gospodarczej
Ten najnowszy atak wpisuje się w szerszy kontekst konfliktu pomiędzy Iranem i jego sojusznikami w Libanie, Syrii, Iraku czy Jemenie a koalicją państw zainteresowanych w ograniczeniu roli Teheranu w regionie. Do tej grupy zaliczają się Stany Zjednoczone, Izrael, Arabia Saudyjska oraz związane z nią państwa sunnickie. Sobotni ostrzał rafinerii w miastach Bukajk i Churajs nie jest pierwszym atakiem na żywotne instalacje gospodarcze Arabii Saudyjskiej, za który odpowiedzialność biorą na siebie jemeńscy rebelianci, a mimo to są one przypisywane Iranowi.
Prezydent Donald Trump oświadczył, że USA są gotowe do uderzenia odwetowego na sprawców ataku. Teheran w odpowiedzi zapewnił o swojej gotowości na „pełnoprawną wojnę” i stwierdził, że amerykańskie bazy i lotniskowce znajdują się w zasięgu jego rakiet. Ryzyko zaognienia się tego konfliktu jest poważne?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.