Kijem i marchewką. Tak USA łamią Iran
Ewakuując swoje placówki dyplomatyczne z sąsiedniego Iraku, Waszyngton zwiększa presję dyplomatyczną na Teheran
Na razie do domów mają wrócić „niekluczowi” pracownicy ambasady USA w Bagdadzie – po wojnie irackiej największej placówki dyplomatycznej Stanów Zjednoczonych na świecie – oraz konsulatu w Irbilu, stolicy kurdyjskiej autonomii w Iraku. Ewakuację nakazał szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo, który powołał się na względy bezpieczeństwa. Jego zdaniem placówkom zagrażał atak ze strony sprzymierzonych z Iranem bojówkarzy.
Sojusznicy USA przyjęli taką ocenę sytuacji ze sceptycyzmem. – Owszem, na terenie Syrii i Iraku działają liczne wspierane przez Teheran bojówki, ale zagrożenie z ich strony nie uległo zwiększeniu – stwierdził we wtorek brytyjski generał Christopher Ghika, jeden z dwóch zastępców dowodzącego operacją przeciw samozwańczemu Państwu Islamskiemu. Jego słowa natychmiast odrzuciło dowództwo operacji odpowiedzialne za Bliski Wschód, tłumacząc w komunikacie prasowym, że „idą wbrew wiarygodnym zagrożeniom zidentyfikowanym przez wywiad”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.