Lokalne kwarantanny. Nie ma powrotu do zamknięcia państwa
Równolegle do znoszonych ograniczeń w Niemczech pojawiają się nowe ogniska koronawirusa. Mimo że współczynnik reprodukcji wirusa (tzw. liczba „R”) wyraźnie wzrósł, władze stawiają na punktowe ograniczenia
fot. David Inderlied/DPA/PAP
Władze Nadrenii sugerują, że odpowiedzialność za powstanie ogniska koronawirusa ponosi przedsiębiorstwo Toennis
W poniedziałek liczba potwierdzonych przypadków koronawirusa wśród pracowników największego niemieckiego producenta mięsa, firmy Toennies, przekroczyła 1300. Około 7 tys. zatrudnionych w przedsiębiorstwie w Rheda-Wiedenbrueck, nieopodal 100-tysięcznego miasta Guetersloh w Nadrenii Północnej-Westfalii, zostało skierowanych na badania i kwarantannę. Większość z nich to obywatele Rumunii i Bułgarii. Władze Guetersloh już po pierwszych doniesieniach o istnieniu ogniska zachorowań zamknęły żłobki, przedszkola i szkoły. Do wschodniej Westfalii zostało też skierowanych 65 żołnierzy Bundeswehry. Mają oni wspierać lokalną policję oraz służby medyczne i sanitarne. ‒ Będą pomagać przy prowadzeniu dokumentacji i ustalaniu miejsca pobytu ludzi, którzy mieli kontakt z zarażonymi. Żołnierze zostali wybrani ze względu na znajomość języków wschodnioeuropejskich, tak by mogli szybko i skutecznie wytłumaczyć pracownikom Toenniesa, na czym polegają procedury ‒ mówiła rzeczniczka Bundeswehry Uwe Kort.
Władze Nadrenii Północnej-Westfalii, kraju związkowego, który naciskał wcześniej na jak najszybsze zniesienie ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa, na razie wykluczają opcję wprowadzenia kwarantanny na całym podległym im terytorium.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.