Taryfowe mleko się rozlało
Uwaga skierowana na produkty mleczne z Kanady stała się symbolem polityki handlowej USA już w 2018 r., kiedy to wynegocjowano złagodzenie wymogów dostępu do rynku dla amerykańskich farmerów. Obecnie na celowniku może się znaleźć już nie tylko Kanada, lecz także Unia Europejska – od lat zwiększająca nieprzerwanie eksport masła i serów do Stanów Zjednoczonych.
Niezależność od kanadyjskiego mleka i innych produktów miała przynieść USA miliardy z ceł, a do tego zwiększenie własnej produkcji i zatrudnienia. Dotychczas jednak trudno znaleźć pozytywne efekty tych działań dla gospodarki amerykańskiej. Wręcz przeciwnie – mnożą się koszty i ryzyka. Dla wszystkich. W dniu ogłoszenia 25-proc. ceł na eksport większości produktów do USA można było odnieść wrażenie, że dzieje się coś poważnego i bardzo groźnego. Media obiegły zdjęcia z kanadyjskich marketów, gdzie umieszczono plakaty zachęcające do kupowania produktów lokalnych, a nie importowanych. Wielu obywateli posłuchało tych apeli. Pamięć ludzka jest zawodna, ale będzie musiało upłynąć trochę czasu, zanim zabliźnią się rany – co jakiś czas posypywane taryfową solą.
Nie chodzi już o to, czy rozmowy ostatniej szansy przyniosą porozumienie i ceł – na produkty z Kanady, Meksyku czy innego kraju – uda się znieść. Mleko już się rozlało. USA straciły dużą część kredytu zaufania i przewidywalności. Codziennie pojawiają się kolejne zwroty akcji w tej celnej telenoweli, kolejne eskalacje, nowi bohaterowie i antybohaterowie, a to wszystko w dynamicznej przestrzeni medialnej. Nieoficjalne doniesienia o kolejnych cłach wyprzedzają oficjalne komunikaty, w komunikacji pojawiają się sprzeczności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.