Niespieszne ratowanie amerykańskiego przemysłu
Niesione na sztandarach wspieranie klasy robotniczej bywa wykorzystywane przez polityków w różnych systemach politycznych. Obietnice przywrócenia roli wytwórczości przemysłowej w gospodarce amerykańskiej wsparły pierwsze zwycięstwo Donalda Trumpa w kampanii prezydenckiej w 2016 r. Jeszcze dobitniej hasła przenoszenia produkcji do USA były artykułowane w jego ostatniej zwycięskiej batalii o prezydenturę. I znów ta strategia okazała się skuteczna. Dyskusja o cłach była bowiem nakierowana na wyborców z tych regionów USA, które ucierpiały z powodu zaniku przemysłu w wyniku „chińskiego szoku” na początku stulecia.
Kampania wyborcza się skończyła i nowa administracja amerykańska musi się skupić na realnych działaniach. Czy będą one nakierowane na poprawę losu mieszkańców poprzemysłowych miast USA? Wątpliwe. Już podczas inauguracji stało się jasne, kto w rzeczywistości znalazł się w centrum zainteresowania Donalda Trumpa – najbliżej prezydenta podczas uroczystości zasiedli przedstawiciele największych firm technologicznych i to na nich skupiły się światła reflektorów. Należy przyjąć, że to właśnie ich w pożegnalnym wystąpieniu prezydent Joe Biden nazwał technologicznymi oligarchami. W pierwszych rzędach trudno było znaleźć przedstawicieli producentów samochodów czy innych dóbr przemysłowych.
Zgoda, Elon Musk jest szefem dużej firmy motoryzacyjnej, jednak wartość giełdowa i postrzeganie Tesli ma więcej wspólnego ze spółkami technologicznymi, takimi jak Google, niż z tradycyjnymi producentami samochodów, których kapitalizacja stanowi ułamek wyceny rynkowej największego amerykańskiego producenta samochodów elektrycznych. Oznacza to, że gdyby Ford całkowicie wycofał się ze sprzedaży swoich pojazdów z Europy, mało kto by to zauważył. Jeśliby natomiast Google lub Microsoft zaprzestały świadczenia usług na naszym kontynencie, miałoby to realne przełożenie na europejską gospodarkę, a podniesiona wrzawa byłaby niewspółmiernie większa niż w przypadku kilkunastogodzinnego zablokowania TikToka w USA. Świadczy to o tym, że siła USA tkwi nie w przemyśle, lecz w technologii. I jest skrupulatnie wykorzystywana. Niesławne rozporządzenie wykonawcze Joego Bidena dotyczące ograniczenia dostępu do zaawansowanych chipów graficznych (m.in. dla firm z Polski) było klasycznym tego przykładem. Mało który komentator tego wydarzenia skupił uwagę na tym, że chodzi o procesory produkowane na Tajwanie. Nie – kluczowe było to, że powstają według technologii kontrolowanej przez amerykańską firmę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.