Gruzja rok po wyborach to kraj w pełni autorytarny
28 listopada minie rok od wybuchu bezprecedensowych protestów przeciwko nieprawidłowościom wyborczym i porzuceniu integracji z Europą, do jakich doszło w Gruzji.
Władze rok temu zignorowały wątpliwości co do wyników wyborów parlamentarnych i doprowadziły do zaprzysiężenia rządu Iraklego Kobachidzego. Później parlament wybrał na prezydenta w podważanej przez opozycję procedurze piłkarza Micheila Kawelaszwilego, przedstawiciela prorosyjskiej partii satelickiej wobec rządzącego Gruzińskiego Marzenia (KO).
Liderzy opozycji z zarzutami
Od tej pory trwa festiwal zmian w prawie uniemożliwiających integrację europejską, która dla większości gruzińskich wyborców pozostaje deklarowanym głównym celem geopolitycznym, oraz fala represji. Różne zarzuty usłyszało dziewięcioro ważnych działaczy politycznych, w tym liderzy najważniejszych partii. Trojgu za rzekomy sabotaż i wsparcie wrogiego państwa grozi nawet 15 lat więzienia. Liczne ataki dotykają niezależne media. Władze szykują się do delegalizacji trzech ugrupowań, wykorzystując w tym celu oskarżenia o sprowokowanie rosyjskiego ataku w 2008 r. Sąd Konstytucyjny orzeknie w tej sprawie najpewniej już w 2026 r. W reakcji większość stronnictw zbojkotowała październikowe wybory lokalne, co pozwoliło KO ogłosić zdobycie w nich 82 proc. głosów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.