Niemcy opublikowali list gończy za Janem Rokitą
Niemiecka prokuratura wydała nakaz aresztowania Jana Rokity. Polityk może trafić do celi, jeśli tylko przekroczy granice tego kraju.
- Jan Rokita musi się z tym poważnie liczyć. Nie możemy podarować mu kary trzech tysięcy euro, której dotychczas nie uregulował - mówi rzecznik bawarskiej prokuratury z Landshut Ralph Reiter.
Kara ma związek z incydentem, który miał miejsce w lutym na lotnisku w Monachium. Według świadków Jan Rokita wraz z żoną chcieli skorzystać ze schowków w klasie biznes, aby włożyć tam płaszcze i kapelusze. Na to nie chciały się zgodzić stewardesy, gdyż małżeństwo miało wykupione bilety w klasie ekonomicznej. W efekcie doszło do sporu, który zakończyli dopiero niemieccy policjanci. Funkcjonariusze wyprowadzili znanego polityka z samolotu. Kolejne kilkanaście godzin spędził on w komisariacie portu lotniczego. Wolność odzyskał dopiero po interwencji polskich służb konsularnych.
- Gdy pan Rokita pojawi się w Niemczech, będzie mógł zdecydować: albo natychmiast zapłaci karę, albo zostanie aresztowany - tłumaczy rzecznik Reiter.
Jak się dowiedział Dziennik Gazeta Prawna, Niemcy nie zamierzają występować o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Gdyby tak się stało, polityk zostałby zatrzymany w każdym z krajów UE, również w Polsce. Wtedy przynajmniej kilka dni spędziłby w areszcie, nim miałby szansę wpłacić karę trzech tysięcy euro. - Wydanie ENA w takiej sprawie nie byłoby niemiecką złośliwością. My również poszukujemy w ten sposób np. sprawców drobnych kradzieży - usłyszeliśmy wczoraj w Prokuraturze Krajowej.
Nie udało nam się uzyskać komentarza samego Jana Rokity. Odbywa on podróż służbową do Paryża. Od incydentu w Monachium utrzymuje, że jest niewinny, a niemieccy policjanci byli wobec niego agresywni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu