Przez Brukselę przeszedł strajk eurokratów
W Brukseli zastrajkowali eurokraci. Wczoraj w obronie zagrożonych podwyżek na trzy godziny od swoich stanowisk pracy odeszło kilkuset urzędników zatrudnionych w Radzie UE.
Strajkujący zebrali się w holu budynku Justusa Lipsiusa, gdzie mieści się siedziba Rady. Wbrew zapowiedziom nie przyłączyli się do nich pracownicy innych instytucji. - Pracownicy Komisji Europejskiej zaplanowali tylko manifestację solidarności - poinformowała rzeczniczka KE Pia Ahrenkilde Hansen. Z kolei pracownicy europarlamentu planują strajk dopiero, gdy okaże się, że podwyżek rzeczywiście nie będzie.
Zamieszanie dotyczy automatycznej indeksacji płac, która w tym roku miała wynieść 3,7 proc., została jednak zakwestionowana przez wielu członków UE z powodu kryzysu gospodarczego. Przeciwnicy podwyżek argumentują, że pracujący w Brukseli eurokraci i tak zarabiają bardzo dobrze w porównaniu z urzędnikami zatrudnionymi w krajach członkowskich: Pensje dla brukselskiego aparatu wahają się od 2,5 tys. euro dla sekretarki do prawie 18 tys. dla dyrektora generalnego.
Strajkujący uważają z kolei, że uderzenie ich po kieszeni jest niesprawiedliwe. Zwracają na przykład uwagę na stale rosnące koszty życia w sercu UE. Dowodzą też, że w większości państw Wspólnoty pensje urzędnicze zostały w tym roku zindeksowane.
W razie niepowodzenia akcji strajkowej brukselskie związki zawodowe planują zaskarżenie decyzji o braku podwyżek do Trybunału Sprawiedliwości UE.
rw
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu