Rozpoczyna się kuracja Grecji
Minister finansów Giorgos Papakonstantinu jest najbardziej znienawidzonym politykiem, choć ratuje kraj przed bankructwem
Grecję paraliżuje dziś szósty w ostatnich tygodniach strajk generalny. Związkowcy chcą w ten sposób złamać ministra finansów Giorgosa Papakonstantinu, który przygotował plan oszczędności mający uratować kraj przed bankructwem.
Data 24-godzinnego protestu nie jest przypadkowa: dziś posłowie mają głosować nad pakietem reform, których Grecja jeszcze w swojej historii nie widziała. Zakładają one m.in. podniesienie wieku emerytalnego do 65 lat, obcięcie emerytur średnio o 7 proc. i zmniejszenie pensji pracowników sektora publicznego. Wszystko po to, by opanować gigantyczny dług publiczny (149 proc. PKB) oraz załatać dziurę w budżecie (13,9 proc. PKB). - Za każdym razem, gdy jedna osoba przechodziła na emeryturę, na jej miejsce zatrudniano dwie nowe. Tak się dzieje się od lat. W końcu z tym skończymy - mówił Papakonstantinu w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Stern".
Przewrotność historii w tym przypadku nie zna granic. To PASOK, partia Giorgosa Papakonstantinu, fałszowała dane, dzięki którym Grecja mogła wejść i do Unii Europejskiej, i do unii walutowej. To właśnie socjaliści przez długie dziesięciolecia przejadali unijną pomoc, nie reformując gospodarki, która jest dziś jedną z najmniej wydajnych w Europie. Przykładem niech będzie państwowa kolej, która nie jest w stanie zarobić nawet na połowę pensji swoich pracowników. To w końcu PASOK tolerował rozpasanie związków zawodowych i godził się na ich coraz to nowe żądania. W efekcie nie było tygodnia, by nie strajkowali pracownicy banków, elektrowni, obsługi promów czy taksówkarze. Ale teraz to PASOK jest zmuszony do zerwania ze spokojnym życiem Greków na kredyt oraz do wprowadzenia drastycznych reform, godnych dawnych brytyjskich konserwatystów. Papakonstantinu jest już nawet w kraju równie znienawidzony, jak Margaret Thatcher wśród brytyjskich górników.
W odróżnieniu od niej 48-letni Papakonstantinu nie jest rasowym politykiem, to raczej typ naukowca. Kształcił się w London School of Economics, na której zrobił także doktorat. Po studiach, przez dekadę (1988 - 1998), pracował w paryskiej siedzibie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Pierwszy zwrócił uwagę na niepozornego okularnika premier Kostas Simitis, który uczynił go doradcą do spraw budowy "społeczeństwa ery informacyjnej". Potem doradzał ministrowi finansów, w latach 2004 - 2007 był ekonomicznym guru szefa PASOK, a obecnego premiera Georgiosa Papandreu. Znudziło mu się w końcu krajowe podwórko i w 2009 kroku zdobył mandat europosła. Nie dane mu było jednak delektować się spokojnym i dostatnim życiem w Brukseli. Gdy tylko Papandreu zobaczył, w jak opłakanym stanie są finanse państwa, natychmiast ściągnął Papakonstantinu do Aten i uczynił go ministrem finansów.
Rynki przyklasnęły tej decyzji, bo greckim budżetem opiekuje się w końcu nie polityk, a ekonomista. To w końcu daje nadzieję na uzdrowienie najbardziej chorej gospodarki Unii Europejskiej.
@RY1@i02/2010/131/i02.2010.131.000.020a.001.jpg@RY2@
Fot. Piotr Waniorek/Forbes/Forum
48-letni Giorgos Papakonstantinu nie jest rasowym politykiem, to raczej typ naukowca
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu