Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Europa boi się lewackich bojówek

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Po Niemczech krąży napisany przez anonimowego autora podręcznik technik terrorystycznych. Dla służb bezpieczeństwa to kolejny dowód, że nad Renem odradza się lewacki terroryzm.

Trend - wzmocniony przez kryzys gospodarczy, gigantyczne cięcia wydatków socjalnych i masowe protesty - coraz bardziej zauważalny jest również na południu Europy. W Grecji działają ruchy anarchistyczne. We Francji coraz silniejsi są stosujący radykalne metody ekolodzy.

Według niemieckich służb bezpieczeństwa 80-stronicowa broszura zatytułowana "Prisma" (Pryzmat) od kilku miesięcy krąży w kręgach lewaków z największych niemieckich miast. Przygotowana przez anonimowych autorów publikacja zawiera zwięzłe i konkretne wskazówki dla potencjalnych terrorystów: jak budować bomby i jakich zapalników do tego użyć, jak konstruować haki, które byłyby użyteczne np. do zatrzymywania pociągów, czy też - jak obalać słupy energetyczne. W kilku rozdziałach autor opisał techniki stosowane w policyjnych śledztwach, najwyraźniej po to, by czytelnicy byli w stanie skutecznie zmylić tropy.

Broszura nie mogła się pojawić w gorszym momencie. Z danych niemieckiej policji i kontrwywiadu wynika, że w ciągu ostatniego roku w Niemczech doszło do 1822 aktów przemocy popełnionych przez radykalnych lewaków. Statystycznie oznacza to 53-procentowy wzrost. Z innych źródeł wiadomo, że trend zauważalny jest od co najmniej trzech lat, czyli od czasu protestów antyglobalistów podczas szczytu G8 w Heiligendamm.

Nowi radykałowie nie ograniczają się jednak do budynków rządowe czy fasad powstających w Berlinie lub Hamburgu luksusowych apartamentów. W ubiegłym roku tylko w Berlinie w ramach aktów "sprawiedliwości społecznej" spłonęło kilkaset samochodów. Grupa zamaskowanych rewolucjonistów w grudniu zaatakowała posterunek policji w Hamburgu. Najbardziej śmiały był jednak atak na pojazdy niemieckiej armii, Bundeswehry, w kwietniu 2009 r. - spłonął wówczas sprzęt wart 3 mln euro.

Choć niemieckie media ostrzegają przed powrotem fali lewackiego terroryzmu na wzór lat 70. i 80., eksperci są bardziej powściągliwi. - Za wcześnie jeszcze na takie porównania. Lewackie ugrupowania nie są tak zorganizowane czy przesiąknięte ideologią jak Frakcja Czerwonej Armii. Celem ich ataków nie są też ludzie, lecz raczej symbole bogactwa - mówi "DGP" Hajo Funke, analityk badający radykalne organizacje z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

Jego zdaniem odrodzenie ekstremizmu nie jest wyłącznie domeną Niemiec. - Renesans tego typu ruchów podsycają nieudolne działania walczących z kryzysem rządów. Wprowadzane przez nie oszczędności w oczach skrajnej lewicy przyczyniają się do pogłębiania różnic między ludźmi - twierdzi Funke. Jego zdaniem we Francji w podobną stronę ewoluują np. radykalne ruchy proekologiczne.

Jak dotąd laboratorium nowego lewicowego terroryzmu stała się Grecja. Kraj znajdujący się dziś na skraju bankructwa i zmuszony do daleko posuniętych cięć w ostatnich latach przeżył nie tylko falę gwałtownych zamieszek, ale też wiele zamachów terrorystycznych, przeprowadzonych przez ugrupowanie Walka Rewolucyjna. W 2007 roku greccy "rewolucjoniści" dokonali nawet ataku na amerykańską ambasadę za pomocą wyrzutni RPG. W ubiegłym roku zdążyli podłożyć bomby przed gmachem greckiej giełdy, w siedzibach Eurobanku i Citibanku oraz w restauracji McDonalds w Atenach.

Greckiej policji udało się najprawdopodobniej rozbić grupę: w marcu jej członkowie podczas próby kradzieży samochodu wdali się w strzelaninę z patrolem. W efekcie jeden z członków grupy zginął, a znalezione na miejscu ślady zaprowadziły śledczych do pozostałych. W lokalach, których używała Walka Rewolucyjna, znaleziono m.in. 195 kilogramów materiałów wybuchowych, pistolety Zastava, podrabiane dokumenty i 119 tysięcy euro gotówką.

Choć historia Walki Rewolucyjnej dobiegła końca, to niewątpliwie greccy radykałowie wcześniej czy później znajdą naśladowców. Tym bardziej że lewicowy terroryzm ma charakter elitarny i wielkomiejski. I właśnie w mieszkańcach wielkich miast, zwłaszcza w dobie kryzysu, poczucie własnej bezsilności staje się coraz głębsze. - W kręgach lewicowych aktywistów rodzi się przekonanie, że demonstracje to za mało, że trzeba sięgnąć po mocniejsze środki wyrazu - podsumowuje Hajo Funke.

@RY1@i02/2010/111/i02.2010.111.000.014a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Kryzys gospodarczy, cięcia wydatków socjalnych i nieudolne działania rządów przyczyniają się do odradzania ekstremizmu

współpraca Nino Dżikija

Mariusz Janik

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.