Barack Obama grozi szefowi British Petroleum
Prezydent Barack Obama ostro krytykuje szefa British Petroleum za nieudolną walkę z wyciekiem ropy do Zatoki Meksykańskiej.
Amerykański przywódca stwierdził, że gdyby Tony Hayward był jego urzędnikiem, to przestałby już dla niego pracować. Obamę wyprowadziły z równowagi ostatnie wypowiedzi szefa BP, takie jak: "Wpływ tej katastrofy na środowisko naturalne będzie bardzo, bardzo nieznaczny", "Zatoka to jest duży ocean" i "Chcę z powrotem odzyskać swoje życie".
Zatonięcie 20 kwietnia należącej do BP platformy wiertniczej Deepwater Horizon jest już największą w historii Stanów Zjednoczonych katastrofą ekologiczną. Z jej powodu sam prezydent znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Według sondaży Amerykanie oceniają zdolność Baracka Obamy do radzenia sobie z tą ekstremalną sytuacją dużo gorzej, niż oceniali fatalną reakcję George’a W. Busha na huragan "Katrina" z 2005 roku.
Dlatego prezydent w wyjątkowo bezpośredni sposób próbuje przekonać Amerykanów o tym, że panuje nad sytuacją. W wywiadzie dla stacji NBC stwierdził, że był w Luizjanie, która jest najbardziej zagrożona skażeniem ropą, i wie, "czyj tyłek należy skopać".
Groźby amerykańskiego prezydenta to jednak niejedyny problem Tony’ego Haywarda - w niebezpieczeństwie znalazła się nawet jego rodzina. Po serii telefonów oraz listów z pogróżkami policja z brytyjskiego hrabstwa Kent postanowiła chronić dom prezesa British Petroleum. Jego żona Maureen Hayward żaliła się również ostatnio dziennikowi "Daily Telegraph" na rosnącą wrogość wobec niej oraz jej dwójki dzieci.
pw, bbc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu