Południe popracuje dłużej
Rządy Hiszpanii, Francji, Włoch i innych krajów południa Europy chcą zmusić swoich obywateli do dłuższej i wydajniejszej pracy. Sama zapowiedź reform już wywołuje gwałtowne protesty.
W żadnym z krajów pracownicy nie chcą rezygnować ze swoich przywilejów. Zmiana zasad zatrudnienia jest wzorowana na rozwiązaniach z Austrii, gdzie wskaźnik bezrobocia jest mniejszy niż 5 procent.
Szef hiszpańskiego rządu Jose Luis Zapatero zaczął od ograniczenia wysokości odpraw. Przedstawiona przez niego w ostatnich dniach propozycja zakłada obniżenie rekompensat z 45 dni pensji za każdy przepracowany rok do 33. Obciążenia związane z restrukturyzacją byłyby dla przedsiębiorców jeszcze mniejsze, bo koszty 8 dni odpraw za każdy przepracowany rok wziąłby na siebie rząd.
- Reforma ma przede wszystkim stworzyć szanse na pracę dla młodych Hiszpanów, wśród których szerzy bezrobocie. Dziś albo pozostają oni bez pracy, albo otrzymują tzw. contratos basura (kontrakty śmieci), czyli nisko płatne staże oraz praktyki - mówi nam Antonio Missiroli, ekspert brukselskiego European Policy Center.
Innym, zainspirowanym przez Austriaków pomysłem na ograniczenie bezrobocia jest wprowadzenie możliwości elastycznego zatrudnienia na ćwierć lub pół etatu.
W ten sposób Zapatero chce zwiększyć zatrudnienie wśród kobiet, które próbują połączyć obowiązki rodzinne z pracą zawodową. Na razie ich udział w rynku pracy należy do najniższych w Europie. - Jeśli nie zmusimy ludzi do pracy, jeśli szybko nie ograniczymy bezrobocia, nie uda nam się wyrwać kraju z głębokiej recesji i możemy się spodziewać fali bankructw banków - ostrzegł w ubiegłym tygodniu prezes hiszpańskiego banku centralnego Miguel Angel Fernandez Ordoniez.
Wysokie bezrobocie zaczyna się też przekładać na kiepską sytuację hiszpańskiego sektora bankowego. W styczniu udział złych długów w kredytach hiszpańskich banków wzrósł do 5,3 proc. - najwyższego wskaźnika od 14 lat.
Inne kraje południa Europy również nie obawiają się radykalnych reform. Odpowiedzialny w rządzie Francji za budżetówkę sekretarz stanu Georges Tron zapowiedział, że od przyszłego roku tylko co drugi pracownik sfery publicznej (tzw. fonctionnaire) będzie zastępowany. W ten sposób liczba osób zatrudnionych przez państwo tylko w 2011 r. zmniejszy się o 34 tys. osób. W historii Francji to prawdziwa rewolucja. Budowany od czasów Napoleona korpus fonctionnaires obejmuje bowiem nie tylko urzędników, ale wiele innych zawodów, od nauczycieli po lekarzy i pielęgniarki, od pracowników muzeów po księży. Do tej pory korzystali oni z wielu przywilejów. Właściwie nie mogli być zwalniani z pracy, cieszyli się długimi wakacjami i wcześniejszymi emeryturami. Tron chce ograniczyć czy nawet zlikwidować wiele z tych przywilejów. Składka emerytalna fonctionnaires miałaby np. zostać zrównana z sektorem prywatnym i podniesiona z 7,85 proc. uposażenia do 10,55 proc.
O radykalną reformę rynku pracy w opublikowanym wczoraj wywiadzie dla "The Financial Times" zaapelowała też przewodnicząca konfederacji włoskich przemysłowców Confindustria Emma Marcegaglia. Jej zdaniem tylko uelastycznienie zasad zatrudnienia wyrwie Włochy z gospodarczego marazmu. Z powodu wysokich kosztów pracy kraj nie jest konkurencyjny. Przez ostatnie 10 lat eksport rósł średnio zaledwie o 0,4 proc. rocznie, a PKB - po dwóch latach załamania - wzrośnie w tym roku ledwie o 0,5 proc.
@RY1@i02/2010/076/i02.2010.076.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Zapowiedzi reform w Grecji wywołały antyrządowe demonstracje
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu