Showman powalczy o drugie złoto
Jeśli wykonam wszystkie elementy swojego programu czysto, to nikt nie ma szans mi zagrozić - mówi Jewgienij Pluszczenko. I wie, co mówi. Po programie krótkim jest liderem w rywalizacji solistów.
27-letni Rosjanin ma szansę być pierwszym łyżwiarzem figurowym od 1952 roku, któremu uda się obronić złoty medal olimpijski w konkurencji solistów. Jest to o tyle niesamowite, że jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie trenował. Swoją karierę przerwał niedługo po zdobyciu złotego krążka na igrzyskach w Turynie, cztery lata temu.
- Pluszczenko to megagwiazda. To nie tylko świetny sportowiec, ale także niezwykle medialna i rozpoznawalna postać. W Rosji wszystkie oczy skierowane są na niego - mówi Anna Rechnio, była łyżwiarka, dwukrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich.
Swoją niezwykłą popularność Jewgienij zawdzięcza w tym samym stopniu karierze sportowej, jak i pozasportowej. Jako łyżwiarz zawsze był absolutnie wyjątkowy. Potrafił zadziwiać strojami, wiele ze swoich medali zdobył, tańcząc do muzyki skomponowanej i odgrywanej przez jednego z najlepszych skrzypków świata, Węgra Edvina Martona.
Fantazji nie stracił także po zawieszeniu startów amatorskich. W 2008 roku u wystąpił u boku znanego rosyjskiego piosenkarza Dimy Bilana w konkursie Eurowizji w jego belgradzkim finale. Tańczył na lodowej tafli o średnicy kilku metrów, a Marton grał na wypożyczonych mu przez Swiss Bank skrzypkach Stradivariusa, wartych 4 miliony dolarów. Według jednej z rosyjskich gazet przygotowanie tego show pochłonęło milion euro, ale koszt się opłacił, bowiem Bilan wygrał nagrodę Eurowizji. - Wielokrotnie złośliwie pytano mnie, ile wziąłem za ten występ. Nie wziąłem ani grosza. Naszym celem jest, by konkurs piosenki Eurowizji wreszcie odbył się w Moskwie - mówił Pluszczenko.
Można mu wierzyć, bowiem już jako łyżwiarz amator zarobił ok. miliona dolarów, a potem pomnażał ten majątek, występując w rewiach. Serca rodaków i pieniądze zdobył także, prowadząc - wraz z inną łyżwiarką, Iriną Słucką - program "Gwiazdy na lodzie". Jako fachowiec przygotowywał do występu również swoją obecną żonę Janę Rudkowskoją - zawodowo menedżerkę Bilana.
Jana to druga małżonka Pleszczenki. Pierwszą była Masza Jermak i to ona była jedną z przyczyn prawie 4-letniego rozbratu Jewgienija z łyżwiarstwem.
Oficjalny powód był co prawda inny - brak motywacji do ciężkich treningów. To była wersja wiarygodna, bo kiedy Jewgienij został mistrzem olimpijskim, miał w swoim dorobku trzy tytuły mistrza świata i pięć mistrza Europy. Po raz ostatni przegrał zawody w lutym 2004 r., kiedy w europejskim czempionacie pokonał go Francuz Brian Joubert.
Tak naprawdę powód był jednak inny. Pochodząca z bogatej rodziny, młodsza o dwa lata Masza urodziła mu syna Krystiana i wymogła na mężu rozbrat ze sportem.
Według wersji kolorowej prasy poznali się, stojąc na światłach drogowych - łyżwiarz w swoim maserati, a Masza w kabriolecie audi TT. Pluszczenko ponoć gonił ją, łamiąc przepisy. Tak naprawdę było jednak bardziej prozaicznie i dużo bardziej prozaicznie się skończyło. Choć media kreowały ich na idealną parę, to miłość Jewgienija do Maszy nie przetrwała próby czasu, w przeciwieństwie do afektu wobec łyżwiarstwa.
Pluszczenko zapowiadał swój powrót na taflę już w 2007, bowiem rozczarowały go wyniki osiągane przez kolegów z reprezentacji, potem w 2008 r. ostatecznie wrócił jednak do treningów dopiero kilka miesięcy temu.
- Najwyraźniej wcześniej nie był na to jeszcze gotowy. Niełatwo zrezygnować ze swobodnego życia bez reżimu treningowego. Wcześniej cały czas miał styczność z łyżwami, choć oczywiście rewie i pokazy wiążą się z zupełnie innym natężeniem niż zawody - mówi Rechnio. - Generalnie niewielu łyżwiarzy byłoby stać, żeby po czterech latach wrócić do sportu. W ciągu roku Jewgienij schudł 11 kg.
Pluszczenko nie tylko wrócił, ale wrócił jako zwycięzca. Pod koniec ubiegłego roku został mistrzem Rosji z wynikiem 271,59 pkt, który nie został rekordem świata tylko dlatego, że zawody nie były rozgrywane pod egidą Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej. Kilka tygodni temu w Tallinie bezapelacyjnie sięgnął po szósty w karierze tytuł mistrza Europy.
W Vancouver Pluszczenko jest głównym faworytem do zdobycia złotego medalu. Na razie odpadł mu jeden rywal. Nie byle jaki, bo jest to wspomniany wcześniej Joubert - ostatni człowiek, któremu udało się wygrać z Pluszczenką. Rosjanin odegrał się potem na Francuzie kilka razy i teraz też będzie górą, bowiem Joubert przewrócił się przy jednym ze skoków (potrójny lutz), nie zaliczył też najwyżej ocenianego elementu swojego programu i zajmuje dopiero 18. miejsce.
Pluszczenko prowadzi, ale Amerykanin Evan Lysacek i Japończyk Daisuke Takahashi mają minimalną stratę. Dziś w programie dowolnym emocji nie zabraknie.
@RY1@i02/2010/034/i02.2010.034.000.019a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Pluszczenko po raz ostatni został pokonany w 2004 roku
Robert Piątek
robert.piatek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu