Ammann przerwał reality show z udziałem austriackich skoczków
Z Salt Lake City austriaccy skoczkowie wracali bez medalu, bo źle zaplanowano przygotowania. W Vancouver, przynajmniej w pierwszym konkursie, zawiodła psychika.
"Kiedy austriackie gołębie znów staną się orłami?" - grzmiały po sobotnim konkursie na średnim obiekcie nagłówki gazet. Nikt nie spodziewał się, że faworyzowana ekipa Aleksandra Pointnera, która w Turynie sięgnęła po trzy medale, w Kanadzie na razie będzie musiała się zadowolić tylko brązem zdobytym przez Gregora Schlierenzauera.
Andreas Kofler, zwycięzca tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni, był 19., Wolfgang Loitzl - 11., Thomas Morgenstern, dwukrotny złoty medalista poprzednich igrzysk, zaledwie 8. - Co się stało? Nic. Nie jestem maszyną, tylko człowiekiem - tłumaczył 20-letni Schlierenzauer, który jako jedyny dzielnie odpowiadał na pytania dziennikarzy.
Reszta kolegów gdzieś uciekła. Morgenstern na udzielanie wywiadów zdecydował się dopiero po rozmowie z rodzicami i przyjaciółką. Kofler rzucił tylko, że "jest bardzo rozczarowany", a zawsze rozmowny Loitzl stwierdził, że rozbieg był za krótki. I później już nic się nie dało zrobić...
A w Austrii zawrzało, czy oby maszynka do wygrywania medali nagle się zacięła? Pointner stara się nie tracić pewności siebie. Krótka pogadanka z psychologiem i znów wszystko będzie jak wcześniej. Loitzl dodaje: - Od pewnego czasu wciąż byliśmy na świeczniku, jako ci niedoścignieni. Aż w końcu to my musimy kogoś ścigać. Dla nas to zupełnie nowa sytuacja.
Boom na skoki narciarskie w Austrii rozpoczął się przed kilkoma laty. Ekipa prowadzona przez Pointnera, która od dwóch sezonów niepodzielnie rządzi w Pucharze Świata, od razu została uznana za wunderteam, a skoczkowie zyskali status gwiazd. Schlierenzauer swoją twarzą firmuje linię odzieży oraz dolinę Stubai, największy lodowcowy region narciarski w Austrii. Są też umowy sponsorskie oraz medialna codzienność - sesje i liczne wywiady. To trwający od kilku lat reality show, w którym niestety brakuje reżysera, ale są za to miliony euro z promocji i kontraktów.
Austriacy, niczym gwiazdy rocka, po świecie poruszają się specjalnym autokarem. Ich twarze są jak logo. - Wygląd jest niezwykle ważny, przywiązuję wagę do każdego szczegółu, ubrania, fryzury. Nic nie może zawieść - mówi Schlierenzauer, który niemal cały czas jest pod obstrzałem fotoreporterów. Chcecie zobaczyć, jak Schlierenzauer udaje Michaela Jacksona? Proszę bardzo. Zdjęcia z wakacji, z obiadu, a nawet ze świąt. Ale to było mało. Tuż przed igrzyskami skoczek wzorem gwiazdek popu wziął udział w odważnej sesji dla jednego z kolorowych magazynów.
Szaleństwo, jakie opanowało Austrię na punkcie skoków narciarskich, można porównać do tego, co miało miejsce w Polsce jeszcze przed kilkoma laty, gdy Adam Małysz osiągał swoje największe sukcesy, czy w Niemczech. Niekończące się kolejki w kasach biletowych, ludzie koczujący pod skocznią po kilka godzin. Wiele osób w obawie przed stratą dobrego miejsca przyznaje się do stosowania pampersów, wówczas przynajmniej problem z ubikacją mają z głowy. Miliony fanek, każda zakochana, zdolna do największych poświęceń, w tym urodzenia dziecka swojego idola.
A wszystko bez przerwy śledzone przez kamery. - Jedyne, o co się martwię, to czy ci chłopcy będą potrafili później odnaleźć się w normalnym świecie, gdy sukcesy miną i pojawi się szara rzeczywistość - mówi jeden z twórców tego cyrku, Toni Innauer, mistrz olimpijski z 1980 r., obecnie prezes Austriackiego Związku Narciarskiego.
Wszyscy pamiętają Svena Hannawalda, który w 2004 r. trafił z syndromem wypalenia do specjalnej kliniki. Przez wiele lat walczył też z anoreksją. Przy wzroście 178 cm ważył zaledwie 58 kg. Martin Schmitt tuż przed igrzyskami przeszedł załamanie nerwowe, nie miał siły na treningi, rozważał zakończenie kariery. Uratowała go pomoc lekarza specjalisty, ale w Vancouver w sobotę się nie liczył. Schlierenzauer czy Morgenstern to kolejni kandydaci na kozetkę. Ten drugi już w przed dwoma laty przyznał się, że radzi sobie z presją, jaką wywiera na niego młodszy kolega. - Byłem pierwszy i nagle spadłem z piedestału. Teraz muszę się na nowo nauczyć żyć - tłumaczył 23-letni mistrz z Turynu, trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ.
Austriacy muszą się nauczyć radzić sobie ze stresem. Pogodzić się z tym, że nie wszystko idzie po ich myśli, że nie tylko oni mają wspaniały sprzęt, że nie tylko im sprzyjają warunki. I że nie zawsze się wygrywa.
@RY1@i02/2010/032/i02.2010.032.000.019a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Gregor Schlierenzauer miał wygrać złoto. Ma tylko brąz
Marta Pytkowska
marta.pytkowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu