Gdyby naciski polityków zniknęły, afrykański futbol byłby lepszy
W zakończonym w niedzielę Pucharze Narodów Afryki grali nie tylko piłkarze. Politycy też. Ten turniej zostanie zapamiętany głównie przez pryzmat ich kontrowersyjnych akcji, ataków i parad.
PNA rozpoczął się mocnym akcentem politycznym i się nim zakończył. Podczas ceremonii otwarcia prezydent Angoli Jose Eduardo dos Santos potępił atak separatystów z Kabindy na autobus z reprezentacją Togo. Dodał, że Kabinda należy do Angoli i to się nie zmieni (podobno organizatorzy zdecydowali się rozgrywać mecze w Kabindze, aby podkreślić przynależność tej wyjątkowo bogatej w ropę prowincji do Angoli). Dos Santos uczestniczył w każdym meczu rozgrywanym w stolicy kraju Luandzie. To do niego niepodobne. Jednak skoro patrzyło pół świata, warto było się pokazać w towarzystwie notabli z całej Afryki. Prezydentowi Angoli towarzyszył prezes afrykańskiej federacji (CAF) Issa Hayatou, bo od początku imprezy to politycy mieli największy wpływ na jej otoczkę - począwszy od bezpieczeństwa, a na oficjalnych komunikatach wysyłanych w świat skończywszy.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.