Pełnokrwisty finał Australian Open - Serena kontra Henin
Tylko jeden krok dzieli powrót Justine Henin od perfekcji. Jeśli w finale Australian Open Belgijka pokona Serenę Williams, broniącą tytułu liderkę rankingu WTA, udowodni, że znów jest królową tenisa.
Dwudziestomiesięczna nieobecność ujęła niewiele z majestatu Henin - świadczy o tym styl, w jakim przeszła przez Australian Open, dopiero jej drugi turniej od powrotu. Kiedy upływał termin zgłoszeń do Melbourne, nie miała jeszcze oficjalnego rankingu. Gra tu dzięki dzikiej karcie, a wyeliminowała trzy rozstawione tenisistki, w tym świetnie przygotowaną Jelenę Dementiewą i Nadię Pietrową w życiowej formie.
Henin dotarła do finału, tracąc tylko dwa sety, a we wczorajszym półfinale oddała Jie Zheng zaledwie gema. Nierozstawiona Chinka, jedna z dwóch w historycznym dla Państwie Środka turnieju, nie była najtrudniejszą rywalką, ale wygląda na to, że forma Henin z meczu na mecz rośnie. Druga z finalistek, Serena Williams, pojawia się na korcie z coraz grubiej obandażowanym udem, ale nikt nie śmiałby wyciągać z tego niekorzystnych dla niej wniosków.
- To mój pierwszy turniej wielkoszlemowy od powrotu, i od razu finał. To coś więcej niż sen - przyznała Henin. - Żeby zdobyć tytuł, muszę pokonać najlepszą tenisistkę na świecie. To największe wyzwanie.
Chińska przeprawa Sereny była znacznie cięższa. Na Li, która pokonała tu dwie rywalki z pierwszej dziesiątki - Caroline Wozniacki i Venus Williams - uparcie nie chciała ulec. Amerykanka wygrała 7:6(4), 7:6(1), marnując wiele okazji do wcześniejszego zakończenia spotkania. W meczu zagra lepiej - potrafi zmobilizować się na wielkie okazje. W Melbourne już zacierają ręce, po zeszłorocznym jednostronnym finale, w którym Serena w 50 minut zmiotła z Kortu Dinarę Safinę, teraz szykuje się pełnokrwisty spektakl.
Andy Murray z pewnością będzie dziś uważnym widzem meczu Roger Federer kontra Jo-Wilfried Tsonga. Zwycięzca zagra ze Szkotem w niedzielnym finale. Kolejny rok z rzędu Murray przywiózł do Melbourne wielki ciężar oczekiwań rodaków - ma być pierwszym brytyjskim zwycięzcą Wielkiego Szlema od Freda Perry’ego (1936 rok). Grał nawet z logo Perry’ego, który założył firmę odzieżową. Paradoksalnie najbliższy tytułu Murray jest teraz, kiedy zmienił sponsora (ma kontrakt z Adidasem). W półfinale stracił pierwszego seta w turnieju - po początkowych problemach pokonał jednak Chorwata Marina Cilicia 3:6, 6:4, 6:4, 6:2.
Zanim poznamy zwycięzców Australian Open, Agnieszka Radwańska będzie już w Krakowie. Przyjedzie na krótko do Polski, żeby zagrać z Belgijkami w meczu Pucharu Federacji. Wraca z Melbourne z tarczą. Po rozczarowującej porażce w singlu, uratowała honor i stan finansów, odnosząc życiowy sukces w deblu. Razem z Marią Kirilienko dotarły do półfinału, w którym uległy najwyżej rozstawionej parze Liezel Huber, Cara Black 1:6, 6:1, 3:6. Nagrodą za półfinał Australian Open jest czek na 112 tys. dol. australijskich (do podziału). Łącznie z premią za III rundę singla Agnieszka wywalczyła więc 108 tys.
Gdyby w III rundzie singla wygrała z Francescą Schiavone, kolejny mecz zagrałaby z naszywką Guinot/Mary Cohr, za co byłaby wynagrodzona dodatkowo. - Następny mecz byłby na korcie centralnym, transmitowany w TV, więc dostaliśmy ofertę, jak zawsze w takich sytuacjach. Agnieszka grała z naszywką na Wimbleodnie. Ale to jednorazowe umowy - mówi Victor Archutowski, menedżer Polki.
Tenisistka wkrótce może podpisać długoterminowy kontrakt sponsorski, jej team prowadzi negocjacje z dwiema firmami odzieżowymi. Agnieszka gra bez logo na koszulce od końca sezonu 2008, kiedy z roli jej sponsora zrezygnował Prokom.
Marta Mikiel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu