Diego na antenie będzie glamour
Marka o nazwie "Maradona", choć ostatnio straciła na wartości, wciąż jest warta miliony. Specjalistom od zarabiania pieniędzy wreszcie udało się namówić jej właściciela, aby zaczął traktować ją poważnie, jak profesjonalista. Nie było łatwo.
Boski Diego, który teraz jest selekcjonerem reprezentacji Argentyny, gdyby chciał, to na pozaboiskowej działalności zarabiałby więcej niż David Beckham. - Bez problemu ponad 100 mln euro z reklam i umów sponsorskich - przekonują specjaliści z Deloitte. Niby wciąż jest wierny swoim lewicowym poglądom i nie podpisuje wielomilionowych kontraktów z wielkimi koncernami, ale już zaczął myśleć o przyszłości i poprawie swojego wizerunku. Na początek zainwestował w multimedia.
"Maradona" to marka globalna. Kojarzy się z beztroskim podejściem do życia, sukcesem, jaskrawymi poglądami. Oczywiście wiązane z nią były i porażki, ale takie, które dodawały jej tylko uroku. W ostatnich miesiącach te porażki były jednak mniej urokliwe. Boski Diego przestał być taki boski - nawet dla Argentyńczyków. Zaczął obrażać dziennikarzy i działaczy, kilka razy skompromitował swoją reprezentację, a piłkarze skompromitowali jego. FIFA nałożyła na niego karę, a w rankingu IFFHS (należy zaznaczyć, że to organizacja prywatna, nierozpoznawana przez FIFA i nie zawsze traktowana poważnie) na najlepszych selekcjonerów 2009 r. zajął jedno z ostatnich miejsc - obok trenerów Nigerii i Paragwaju.
W takich warunkach trzeba działać, aby można było zarabiać na Maradonie co najmniej tyle, ile do tej pory, a w przyszłości kilka razy więcej. Za poprawę wizerunku marki wzięła się między innymi pewna meksykańska firma, On & Off Holding, która postanowiła uruchomić tematyczną telewizję kablową i internetową. Tematem przewodnim będzie oczywiście Maradona. - Zamierzamy zarabiać na sponsorach, reklamach i subskrypcjach - powiedział prezes On & Off Rodolfo Cavalcanti. Oczywiście większość zysków znajdzie się w kieszeni Maradony.
Diego wziął się więc za promocję kanału. W internecie krążą spoty reklamowe, w których Maradona, ubrany w stylową marynarkę, z nienaganną dykcją zapowiada zupełnie nową jakość w sportowych mediach. - W tym roku gram o najwyższą stawkę. To będzie pierwszy taki kanał przeznaczony dla całych rodzin. O sporcie, ale i o jego kulisach. O piłkarzach, ale i celebrytach - mówi Argentyńczyk.
Hiszpańska prasa pisze, że samego Diego na wizji będzie niewiele. Ale jak już się pojawi, to w wielkim stylu. Niczym jego przyjaciel, Hugo Chavez, będzie siadał elegancko ubrany przed kamerą i przez dwie godziny opowiadał o sobie i o tym, co chciałby zmienić na świecie. Takie przemówienia do narodu (Argentyńczyk by powiedział, że do "wiernych"). Kanał ma wystartować w maju. Twórcy liczą, że będzie emitowany w 20 krajach i już od początku będzie go oglądać 1,2 mln abonentów. - Zamierzamy pobić rekord Guinnessa oglądalności - śmieje się Diego, który wreszcie, chyba po raz pierwszy, użył słowa "glamour". Oczywiście dla celów promocyjnych. On - zadeklarowany lewicowiec.
Większość abonentów telewizji Maradony będzie pochodzić z Argentyny. Tam wielu, po kompromitujących meczach z Brazylią czy Boliwią, przestało wierzyć w boskiego Diego, ale większość wciąż go wielbi. Dziesiątki tysięcy Argentyńczyków przeczytały w swoim życiu tylko jedną książkę - autobiografię Maradony. Tamtejsze gazety dla swojego selekcjonera stworzyły odrębne działy. Jest dział "piłka nożna", dział "tenis" i dział "Maradona". O jego najnowszym przedsięwzięciu wypowiadają się nie tylko spece od marketingu. Poeci też. W wywiadach na dwie strony. W jednym z nich można przeczytać, że telewizja z Maradoną w roli głównej będzie "psychodramą", telenowelą połączoną z reality show, czymś idealnie wpasowującym się w gusta przeciętnego Latynosa.
Jednak Diego musi się mocno starać, aby jego marka poza Argentyną nie traciła na wartości. Argentyńskie media sugerują, że oficjalne podróże Maradony po świecie w towarzystwie kamer i fotoreporterów wiążą się nie tylko z jego obowiązkami zawodowymi. W zeszłym tygodniu był w RPA. Zwiedził tamtejsze stadiony i ośrodki treningowe, poszedł do lokalnej szkoły, pozdrowił 400 uczniów, żonglował, rozdawał prezenty i uśmiechy. Podobno Diego otrzymuje "nagrody" za tego typu wizyty. W Soweto powiedział głośno kilka zdań, na których bardzo zależało organizatorom mundialu.
- W czerwcu przyjedziemy do bezpiecznego kraju. Ludzie są tu przyjaźni, nic nikomu się nie dzieje. To będą wspaniałe mistrzostwa - zwrócił się do dziennikarzy Maradona. Towarzyszący mu członkowie lokalnego komitetu organizacyjnego byli zachwyceni. - Diego poszedł na przedmieścia, w miejsce, gdzie celebryci raczej się nie zapuszczają - zaznaczył Danny Jordaan. Diego nie od odniósł się do tego, że w RPA wciąż dochodzi do 50 morderstw dziennie. Cały czas otaczał go tabun ochroniarzy.
Takie wizyty mu pomogą. W przededniu mundialu Maradona liczy na reklamodawców. Przed mistrzostwami świata w 2006 r. wystąpił w reklamie jednego z browarów, w której śniło mu się, że śpiewa brazylijski hymn razem z Ronaldo i Kaką. Dostał za to 350 tys. dolarów. Teraz czeka na podobne oferty. Może jakiś fast food albo piwo? W Meksyku niedawno rozpoczęła się produkcja piwa o nazwie 10 Marado. Stoi na półkach obok piwa Che.
- Chcę być biały albo czarny. Nie zamierzam być szary - powiedział kiedyś Maradona. Jednak Diego niestety powoli zmierza w kierunku bycia niekontrowersyjnym, takim szarym właśnie.
@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.018a.001.jpg@RY2@
Maradona podczas wizyty w RPA uważał na każde słowo, ale i tak bawił się znakomicie
Fot. AFP
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu