Dakarowe tempo bez ryzyka służy Hołowczycowi
Rajdowcy osiągnęli najbardziej wysunięty na północ przyczółek trasy - chilijskie miasto Iquique.
Dotarli tam po prawie 600 km jazdy (w tym 418 OS-u) po pustyni do złudzenia przypominającej Saharę. Ze szczytu ostatniej wydmy na horyzoncie zobaczyli Ocean Spokojny. Wtedy od mety i upragnionego odpoczynku w obozie dzielił ich tylko stromy, piaszczysty zjazd.
Krzysztof Hołowczyc wyruszył na trasę 6. etapu (z Antofagasty do Iquique) z wysokiej pozycji startowej. Zapewnił ją sobie, docierając w środę do Antofagasty na 9. miejscu.
- Jestem zadowolony, bo nie mieliśmy przygód. Złapałem to właściwe dakarowe tempo i nasz nissan navara prawie nie sprawiał kłopotów, a przecież codziennie prześladują one faworytów. Szansę na 10. zwycięstwo Stephane Peterhansel pogrzebał przez awarię silnika bmw - mówił Hołowczyc w środę.
Wczoraj Peterhansel wygrał etap, ale w ogólnej klasyfikacji jest dopiero na 8. miejscu. Hołowczyc może się cieszyć - znów był 9., a w ogólnym zestawieniu awansował na 5. pozycję. Właśnie taka miała być jego taktyka: jechać spokojnie i liczyć na błędy czołowych graczy. W tej chwili najsilniejsza wydaje się ekipa w volkswagenach - Carl Sainz, Nasser al-Attiyah i Mark Miller.
Najmłodszy z naszych motocyklistów, 25-letni Jakub Przygoński, trzeci dzień z rzędu skończył w czołowej dziesiątce, wczoraj był 7.
Dzisiejszą noc wielu rajdowców spędzi w trasie, bo siódmy etap, z Iquique z powrotem do Antofagasty, ma najdłuższy OS (600 km).
Sobota będzie dniem odpoczynku.
Marta Mikiel
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu