Oburzeni kosztowali miasta w USA miliony dolarów
Polityka
13 mln dolarów - tyle wyniosły amerykańskie miasta koszty związane z protestami organizowanymi przez ruch oburzonych. Dane z całego kraju zebrała agencja Associated Press. Największe straty poniósł Nowy Jork (7 mln dolarów), gdzie przez blisko dwa miesiące (od 17 września do 15 listopada) protestujący obrali sobie za bazę park Zuccottiego niedaleko giełdy na Wall Street. Tu pieniądze poszły przede wszystkim na pensje za nadgodziny dla policji. Jednak straty były także spowodowane zniszczeniem mienia publicznego i samego parku.
Ta suma ginie jednak w ogólnych nakładach na policję (4,5 mld dolarów rocznie), w tym na nadgodziny dla funkcjonariuszy i interwencje w nagłych przypadkach (550 mln dolarów rocznie).
Ruch oburzonych okazał się znacznie większym obciążeniem dla budżetu Oakland. Miasto musiało na wydać 2,4 mln dolarów, a w tym roku zanotuje deficyt w wysokości 58 mln dolarów. Manifestacje przeciwników globalizacji okazały się także dolegliwe dla budżetów wielu mniejszych ośrodków w USA. Portland w stanie Oregon przeznaczył na przykład na ten cel 785 tys. dolarów.
Dziennikarze Associated Press wskazują, że koszty zabezpieczenia przez policję protestów oburzonych są porównywalne z obsługą przez siły porządkowe wielkich imprez sportowych i kulturalnych, a także naprawą zniszczeń spowodowanych ekstremalnymi warunkami pogodowymi. I tak koszty dla Los Angeles organizacji koncertu ku czci Michaela Jacksona wyniosły 1,4 mln dolarów, zaś Atlanta wydała ze swojego budżetu kilka milionów dolarów z powodu burz śnieżnych w tym roku. Wielu Amerykanów protesty oburzonych coraz bardziej irytują, bo wnoszą one niewiele, a w przeciwieństwie do wypadków pogodowych - można by ich uniknąć.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu