Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Przyszłe libijskie władze już się kłócą o pieniądze

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Choć libijscy powstańcy jeszcze nie odnieśli ostatecznego zwycięstwa nad reżimem Muammara Kaddafiego ani nie schwytali dyktatora, w tymczasowych władzach już wybuchły spory o wpływy.

Chodzi przede wszystkim o kontrolę nad wartym 65 miliardów dolarów państwowym funduszem inwestycyjnym, na którym gromadzone były pieniądze ze sprzedaży ropy naftowej i gazu ziemnego.

Na czele Libyan Investment Authority (LIA) na razie pozostaje Mohamed Layas, który kierował funduszem przed wybuchem rewolucji. Wtedy nadzór nad nim sprawował Saif al-Islam, jeden z synów Kaddafiego. Jednak równocześnie Tymczasowa Rada Libijska, czyli powstańczy rząd, powierzyła Mahmudowi Badiemu, byłemu reżimowemu technokracie, przeprowadzenie dochodzenia w sprawie korupcji w LIA. Część członków rady kwestionuje jednak władzę Badiego. Na dodatek oprócz sporu o personalia wewnątrz przyszłych libijskich władz jest różnica zdań w bardziej fundamentalnej kwestii. Część członków uważa, że fundusz powinien działać cały czas, co pomogłoby w szybszej odbudowie kraju, inni - że najpierw trzeba przeprowadzić śledztwo w sprawie nieprawidłowości.

Gra idzie o niebagatelną stawkę, bo utworzony w sierpniu 2006 r. jest pod względem zgromadzonego kapitału 16. co do wielkości państwowym funduszem inwestycyjnym na świecie. Kilka dni temu Badi poinformował jednak o nadużyciach, w wyniku których z LIA zaginęło 2,9 miliarda dolarów.

Sytuację finansową przyszłych libijskich władz ułatwi natomiast decyzja Włoch, które wczoraj poinformowały o odmrożeniu 500 milionów euro do tej pory zablokowanych we włoskich bankach. Wcześniej Rzym mówił o odblokowaniu tylko 350 milionów.

Tymczasem wciąż nie wiadomo, gdzie ukrywa się Muammar Kaddafi. Wczorajszy dzień upłynął w Libii dość spokojnie. - Dzień wcześniej powstańcy dali zwolennikom dawnego reżimu czas do soboty na złożenie broni. Ultimatum dotyczy Syrty - ostatniego bastionu Kaddafiego nad Morzem Śródziemnym oraz Bani Walid, gdzie może się ukrywać dyktator.

Jak pisze w najnowszej analizie amerykański ośrodek analityczny Stratfor rewolta w Libii może spowodować nie tylko zmianę reżimu, jak w Egipcie i Tunezji, lecz również rozpad państwa. "Z pewnością duża ilość broni przechwycona w Libii może łatwo zostać przekazana lub sprzedana dżihadystom w Egipcie, Tunezji i Algierii, przekształcając islamski radykalizm w Libii w szerszy problem regionalny" - podsumowują analitycy.

bjn

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.