Niemcy żądają prawa do sjesty w pracy
Gdyby niemiecki rząd przystał na propozycję najstarszej oraz najpotężniejszej centrali związkowej Deutscher Gewerkschaftsbund (DGBB), byłaby to najprawdziwsza druga rewolucja przemysłowa. Wiceszefowa DGB Annelie Buntenbach stwierdziła, że niemieccy robotnicy powinni mieć w pracy prawo do sjesty.
- Krótka drzemka po obiedzie jest dobra dla zdrowia - zmniejsza ryzyko ataku serca oraz pomaga odnowić zapasy energii, co przekłada się na wydajniejszą pracę - napisała Buntenbach w artykule opublikowanym w weekend przez dziennik "Tageszeitung". Gazeta poprosiła o komentarz do tej propozycji eksperta od snu na uniwersytecie w Ratyzbonie Juergena Zulleya.
- Po sjeście faktycznie szybciej reagujemy, jesteśmy bardziej uważni, poprawia się nasze samopoczucie - powiedział. I dodał, że przed rewolucją przemysłową niemieccy robotnicy, o czym obecnie mało kto pamięta, mieli prawo do poobiedniej krótkiej drzemki.
Wątpliwe jednak, by Angela Merkel zgodziła na wprowadzenie sjesty. W powszechnym pojęciu to przejaw słabości państw południa Unii Europejskiej, które dziś trzeba ratować przed bankructwem. Nie tak dawno kanclerz krytykowała Greków, Hiszpanów oraz Włochów za to, że pracują mniej od Niemców. Jednak dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przeczą tym słowom. Statystyczny Niemiec pracuje rocznie 1390 godzin, Włoch - 1773 godzin, a Grek - aż 2119 godzin. Kluczem do bogactwa jest co innego: wydajność, której narodom Południa brakuje.
oprac. pc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu