Białoruska milicja przedstawiła portret podejrzanego o zamach
Dzień po tragedii w mińskim metrze władze, opozycja i eksperci zastanawiają się, kto i po co mógł podłożyć bombę. Na razie jest jednak więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.
Jak ustalili śledczy, bomba, która wybuchła na stacji metra Kastrycznickaja w ścisłym centrum Mińska, zabiła 12 osób i raniła 204 osoby, miała moc 5 kg trotylu. Zamachowcy użyli nietypowego materiału wybuchowego - prochu strzelniczego. Dodatkowo odpalony zdalnie ładunek - umieszczony na peronie nieopodal ławki - był naszpikowany ćwiekami, by wywołać jak największe obrażenia.
Wczoraj szef KGB Wadzim Zajcau przedstawił portret pamięciowy osoby podejrzanej o dokonanie ataku. Rysunek przedstawia młodego mężczyznę o kaukaskim wyglądzie. Milicja zatrzymała trzy osoby. Na razie nie podano nawet ich obywatelstwa. Za terroryzm na Białorusi grozi kara śmierci.
Specsłużby nie określiły oficjalnie, którą z wielu wersji zamachu uważają za najbardziej prawdopodobną. Prezydent Aleksander Łukaszenka już kilka godzin po zamachu nie wykluczył jednak "prezentu z zagranicy", sugerując zarazem udział osób, którym zależy na destabilizacji sytuacji w kraju (to figura retoryczna, którą propaganda zwykła określać opozycję).
Większość ekspertów zdecydowanie jednak wyklucza jej udział . Mimo ostrych represji trudno w łonie przeciwników Łukaszenki znaleźć ekstremistów. Niezależnie od prawdy władzom wygodnie byłoby zrzucić odpowiedzialność na przeciwników politycznych. Sytuacja gospodarcza na Białorusi pogarsza się z każdym dniem. W kantorach brakuje dolarów, banki wstrzymały przyznawanie kredytów, ludzie wykupują cukier i olej. Mińsk może się zatem obawiać, że skłoni to Białorusinów do buntu.
Osłabiona powyborczymi represjami opozycja wskazuje, że taki scenariusz mógł powstać w siedzibie KGB. Niektórzy działacze są przekonani, że za zamachem stoją specsłużby, by zyskać pretekst do rozprawy z demokratami. Pierwsze symptomy zaostrzenia kursu już widać: osoby udzielające po zamachu komentarzy dla opozycyjnych mediów, w tym lider ruchu O Wolność Aleksander Milinkiewicz, otrzymali ostrzeżenie od prokuratury za dyskredytację państwa.
Inna wersja każe szukać źródeł zamachu w Rosji. Niektóre działania władz zdają się ją potwierdzać, w tym wzmożone kontrole samochodów przy granicy ze wschodnim sąsiadem. Kaukascy islamiści nie mieliby jednak powodu wysadzać w powietrze metra na Białorusi, która nie uczestniczyła w konfliktach na Kaukazie. Co więcej, serwisy zbliżone do kaukaskich terrorystów z uznaniem piszą o Łukaszence jako przywódcy opierającemu się naciskom - cytat - "czekistowskiego reżimu w Moskwie".
@RY1@i02/2011/072/i02.2011.072.000.007b.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 200 zostało rannych
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu