Zamach okazją do nacjonalizacji
ŚLADY PONIEDZIAŁKOWEGO WYBUCHU, który kosztował życie 35 osób, prowadzą na Kaukaz. Prezydent Miedwiediew zapowiada krwawą rozprawę z terrorystami i ukaranie właścicieli Domodiedowa
Odpowiedzialność za poniedziałkowy zamach na lotnisku w Moskwie poniesie kierownictwo portu - zapowiedział wczoraj Dmitrij Miedwiediew. - Tam po prostu panowała anarchia - oświadczył prezydent Rosji.
- Kontrola przemieszczania się w najlepszym razie była częściowa i praktycznie nie dotyczyła tych, którzy oczekiwali na pasażerów. Powinni za to odpowiedzieć wszyscy mający cokolwiek wspólnego ze spółką, każdy, kto podejmuje tam decyzje, a także zarząd samego lotniska - grzmiał Miedwiediew. - Za bezpieczeństwo w ogólnie dostępnej części lotniska odpowiada lokalny komisariat milicji - ripostowała rzeczniczka Domodiedowa Jelena Gałanowa.
Zdaniem Pawła Salina z moskiewskiego Centrum Koniunktury Politycznej tak ostry atak na właścicieli Domodiedowa jest związany także z chęcią przejęcia przez Kreml zarządzania lotniskiem z rąk prywatnej firmy East Line Group. - Przy okazji zamachu trwa kampania medialna, która skierowana jest przeciwko właścicielom lotniska. Tymczasem winny jest cały system, zarówno lotnisko, jak i struktury siłowe. To prawda, że milicja powinna lepiej pilnować terminali, ale skoro tego nie robiła, właściciele lotniska powinni interweniować w MSW - mówi Salin.
Jak wynika z relacji pasażerów standardy bezpieczeństwa na Domodiedowie faktycznie były ignorowane. Na zdjęciach pokazywanych przez rosyjskie telewizje widać ludzi, którzy przedostawali się przez skanery z telefonami komórkowymi przy uchu. W tej sytuacji wniesienie do hali przylotów bomby o mocy szacowanej na 7 kg trotylu nie było trudne. Właśnie z Domodiedowa w 2004 r. wystartowały dwa samoloty, które wybuchły w trakcie lotu. Łącznie zginęło 89 osób. Wówczas do przejścia przez strefę bezpieczeństwa zamachowczyniom wystarczyła łapówka w wysokości 1 tys. rubli (95 zł).
Rosyjski prezydent zapowiedział radykalne zaostrzenie procedur bezpieczeństwa na lotniskach, dworcach i w portach. Jest to związane z trzema zbliżającymi się wydarzeniami, które mogą być kuszącym celem dla terrorystów. Chodzi o szczyt Azja - Pacyfik we Władywostoku (2012), uniwersjadę w Kazaniu (2013) i olimpiadę w Soczi (2014).
Do tej pory do zamachu na Domodiedowie nie przyznał się nikt. Portale powiązane z terrorystami przedstawiają jedynie suche informacje o wybuchu. Warto jednak pamiętać, że po zamachach na moskiewskie metro w 2010 r. przywódca rebeliantów Dokka Umarow wziął na siebie odpowiedzialność po niemal dwóch dobach, a wcześniej powstańcze media odrzucały taką ewentualność.
Władze rosyjskie uznają kaukaski ślad za pewnik i tradycyjnie zapowiadają krwawą rozprawę z bandytami. Wśród dowódców podziemia w sierpniu doszło do rozłamu i zarówno grupa Umarowa, jak i jego rywala Chusiejna Gakajewa usiłują udowodnić swoją siłę. Od tej pory przeprowadzono m.in. spektakularne najazdy na rodzinną wieś prorosyjskiego prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa oraz lokalny parlament.
Ponadto w Moskwie od miesiąca panuje napięta sytuacja narodowościowa. Rosyjscy nacjonaliści i kibice kilkukrotnie urządzali pogromy muzułmanów w odwecie za zabicie fana Spartaku Moskwa przez przybysza z Kaukazu. Zemstę na Rosjanach zapowiadali z kolei kibice z Dagestanu.
@RY1@i02/2011/017/i02.2011.017.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Rosyjski prezydent odwiedził wczoraj rannych leżących w moskiewskich szpitalach
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu