Bardziej niż śmierci boi się zniesławienia
Swoją wojnę przeciw mafii przeniósł z książek do telewizji. Po raz kolejny odniósł sukces. Ale dla Roberta Saviano im większy sukces, tym mniej wolności
Kiedy telewizja RAI 3 wyemitowała pierwszy odcinek programu "Vieni via con me" ("Ucieknij ze mną"), przed telewizorami zasiadło niemal 8 milionów ludzi. Program był próbą oceny sytuacji społeczno-politycznej Włoch. Wśród gości znalazł się noblista Dario Fo. Reżyser Roberto Benigni turlał się po podłodze i wygłosił monolog przeciwko Berlusconiemu. Ale gwiazdą przyciągającą publiczność był pisarz Roberto Saviano, jeden z dwóch twórców programu. Był obecny we włoskich mediach, ale nie mógł się pokazywać na ulicach - mafia neapolitańska zwana kamorrą ściga go od czasu, gdy wydał jej wojnę bestsellerową książką "Gomorra".
Kto choć raz oglądał telewizję we Włoszech, wie, że jej znakiem firmowym jest kicz - wydekoltowane dziewczyny rozmawiające o seksie przy migających światełkach. Roberto Saviano i Fabio Fazio postawili na estetykę przeciwną. Saviano podczas programu wygłosił kilka płomiennych monologów, a wśród rozmówców znaleźli się ludzie tacy jak Don Luigo Ciotti - ksiądz, który poświęcił życie propagowaniu walki z przestępczością zorganizowaną. Był też minister spraw wewnętrznych Roberto Maroni, wściekły na Saviano za głoszenie tezy, że północ Włoch uwikłana jest w interesy mafii z południa. Skonfrontowany z Saviano zakończył swoje wystąpienie przyznaniem mu racji.
Odcinek ten obejrzało niemal 10 milionów ludzi, czyli ponad 31 procent całej włoskiej widowni - rekord w historii tego publiczego kanału. "Vieni via con me" z udziałem Saviano RAI 3 nadawała w listopadzie ubiegłego roku, teraz program można oglądać w YouTube.
- Sukces tego programu to znak, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy we Włoszech coś zaczęło się zmieniać. Ludzie przestają tolerować pseudowiadomości i programy rozrywkowe ze światłami, z dziewczynami i muzyką, jakie od lat serwuje telewizja pozostająca pod wpływem Berlusconiego - mówi "Kulturze" Marco Silenzi, dziennikarz i redaktor programu informacyjnego "Rai News". - Taka telewizja staje się synonimem kłamstwa, ludzie zaczynają żądać prawdziwych wiadomości. Fazio nawiązuje do tytułu programu i mówi do Saviano: "Opuść Neapol, tam jest straszna przestępczość i nie da się tego zmienić. Ucieknij ze mną". A Saviano odpowiada: "Nie, zostanę i będę walczył o moje miasto, moją wolność i mój kraj".
Umberto Eco nazwał Saviano bohaterem narodowym. Dla wielu Włochów tym właśnie jest - jednym z nielicznych sprawiedliwych, którzy nie dali się zastraszyć. 32-letni neapolitańczyk zaczynał jako skromny reporter. Infiltrował środowisko mafii - najął się na przykład do pracy przy rozładunku statków przemytniczych w porcie w Neapolu. Dzięki temu w "Gomorze" nie tylko potrafił przytoczyć fakt za faktem, nazwisko za nazwiskiem, lecz także szczegółowo wyjaśniał mechanizmy społecznego przyzwolenia na działalność mafijną. Dlatego kiedy pada kolejna seria z karabinu, całe miasteczka milczą jak zaklęte.
Saviano wymienia wśród swoich mistrzów Trumana Capote, od którego przejął technikę pisania tekstów dziennikarskich jak literatury pięknej. Malując obraz skorumpowanego i sterroryzowanego Południa, wzorował się na wizji sowieckiego piekła autorstwa Sołżenicyna i Herlinga-Grudzińskiego. W jego tonie także dziś, 5 lat po "Gomorze", jest patos człowieka odbywającego samotną krucjatę przeciw złu.
"Gomorra" sprzedała się w 7 milionach egzemplarzy na świecie i została wydana w blisko 50 krajach, a film zrealizowany na jej podstawie przez Mattea Garrone (2008) dostał grand prix festiwalu w Cannes. Saviano jest już doktorem honoris causa Akademii Brera w Mediolanie, a list poparcia dla niego w 2008 roku podpisali nobliści Orhan Pamuk, Elfriede Jelinek i Wisława Szymborska.
Trudno mu się cieszyć sukcesem. Kiedy jednak "Gomorra" stała się bestsellerem, bossowie kamorry poprzysięgli autorowi zemstę. Zaczęło się od anonimowych gróźb. Niedługo później mafiosi zaczęli zeznawać, że istniał plan wysadzenia Saviano w powietrze na autostradzie między Rzymem a Neapolem. Pisarz otrzymał wtedy od rządu Finlandii propozycję azylu i ochrony. Nie skorzystał, bo chciał dalej pisać i mówić o mafii. Pozostał we Włoszech, ale od 13 października 2006 roku w dzień i w nocy pilnują go ochroniarze.
Kiedy w listopadzie 2010 roku zgodził się na rozmowę z dziennikarzem gazety "Financial Times", okoliczności spotkania przypominały powieść szpiegowską. Dziennikarz czekał w umówionym miejscu w pewnym włoskim mieście, którego nazwy nie podaje w swoim artykule. Parę minut po czasie podjechało samochodem dwóch uzbrojonych mężczyzn i zawiozło go do hotelu. Spotkanie z Saviano odbyło się w pokoju bez okien przypominającym celę.
Saviano nie może być już reporterem. "W moim nieszczęściu mam jednak to szczęście, że jestem dość znany, więc wiele osób mi ufa. Mogę więc wykonywać mój zawód jako analityk".
Ale już w wydanej w 2010 roku antologii "Piękno i piekło" pisał z goryczą, że od lat musi co parę miesięcy zmieniać mieszkanie. "Kiedy po okolicy rozchodzi się wiadomość, że przeprowadziłem się na tę ulicę i do tego domu, muszę się natychmiast przenieść w inne miejsce". W swoim mieście widuje zaś na murach napisy "Saviano to świnia" i rysunki trumny ze swoim nazwiskiem.
Czuje się samotny i twierdzi, że bardziej niż śmierci boi się zniesławienia - broni, której mafia używa z wyjątkową zręcznością. Dlatego niektórych rzeczy nie wolno mu robić, na przykład kąpać się w morzu - żeby nikt nie zrobił mu zdjęcia i nie opublikował w gazecie z komentarzem: "Tak bawi się Saviano pod eskortą opłacaną przez podatników".
Ale Saviano atakuje nie tylko mafia. Demaskowanie uwikłania w jej interesy biznesmenów, polityków i dziennikarzy nie podoba się też części elit. Dziennik "Il Giornale", należący do brata Silvia Berlusconiego, wezwał czytelników do podpisania listu przeciw Saviano o treści: "Kochany Saviano, Północ nie jest mafijna". Podpisy mogły być nawet anonimowe. Dziennik nazywa pisarza ironicznie "świętym" i "nietykalnym" oraz wypomina mu duże dochody z książki. Niedawno Silvio Berlusconi, skądinąd podejrzewany przez wielu o robienie biznesów z mafią, skrytykował Saviano, twierdząc, że pisanie o przestępczości zorganizowanej sprzyja jej samej i nie służy wizerunkowi Włoch. W popierającej pisarza lewicowej prasie, jak "La Repubblica", podniósł się szum. I wtedy za premierem miliarderem wstawiła się jego córka Marina Berlusconi, zarazem szefowa koncernu wydawniczego Mondadori wydającego również Saviano. "Il Giornale" zatytułował swój artykuł na ten temat: "Marina Berlusconi daje lekcję wolności słowa Robertowi Saviano".
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.0043.001.jpg@RY2@
Magdalena Miecznicka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu