Wybory w USA: trzech republikanskich kandydatów na wiceprezydenta
Mitt Romney, podając nazwisko wiceprezydenta, chce odwrócić uwagę od niewygodnych dla niego spraw
Mitt Romney jest bliski podjęcia decyzji, kto wraz z nim wystartuje w wyścigu do Białego Domu. Lista kandydatów na wiceprezydenta została ograniczona do trzech nazwisk, a wybór może zostać ogłoszony w ciągu najbliższych kilku dni - twierdzą źródła w Partii Republikańskiej.
Kandydaci do Białego Domu zazwyczaj przedstawiają swojego potencjalnego zastępcę podczas partyjnych konwencji, na których formalnie dostają prezydencką nominację (republikańska zacznie się 27 sierpnia w Tampie na Florydzie). Były gubernator Massachusetts ma jednak powody, by decyzję przyspieszyć. W ostatnim czasie jest w defensywie, a to przez swoją działalność w funduszu Bain Capital, który przejmował i stawiał na nogi nierentowne firmy. Ale jak się okazuje, głównie dzięki outsourcingowi, co przy wysokim bezrobociu w USA nie poprawia mu notowań. Ogłoszenie nazwiska "running-mate’a" pomogłoby Romneyowi odwrócić uwagę od niewygodnych spraw.
W grę wchodzić mają trzy osoby - senator z Ohio Rob Portman, były gubernator Minnesoty Tim Pawlenty i obecny Luizjany - Bobby Jindal. Atutem pierwszego jest doświadczenie w polityce zagranicznej, czego brakuje Romneyowi. Portman pracował w Departamencie Handlu za prezydentury George’a W. Busha, a teraz w senackiej komisji sił zbrojnych. Może także zapewnić zwycięstwo w Ohio, które jest jednym ze stanów rozstrzygających o wyniku. Byłby to wybór bardzo bezpieczny, ale mało ekscytujący. Rzetelny i kompetentny Portman nie jest politykiem, który porwie tłumy, a utrudni Romneyowi prezentowanie się jako człowiek spoza waszyngtońskiego establishmentu.
Mało ryzykowny byłby też mający polskie korzenie Pawlenty, który początkowo sam zamierzał starać się o prezydenturę, ale zrezygnował. Ma doświadczenie polityczne, dobrze się rozumie z Romneyem i dobrze go uzupełnia. Jako konserwatysta byłby dobrze odbierany przez prawe skrzydło Republikanów, dla których Romney jest zbyt centrowy, a odwołując się do robotników i niższej klasy średniej, zrównoważyłby trochę Romneya multimilionera. Pawlentemu też jednak brakuje charyzmy, a na dodatek pochodząc z głosującej zwykle na Demokratów Minnesoty, nie dodaje głosów w żadnym kluczowym stanie.
Dlatego też Romney może się zdecydować na bardziej śmiały krok i postawić na Jindala. Wybór polityka o hinduskich korzeniach pozwoliłby mu rozszerzyć elektorat poza białych niehiszpańskojęzycznych. Co więcej, jako zagorzały przeciwnik socjalnych pomysłów Baracka Obamy jest dobrze postrzegany przez konserwatywne skrzydło partii, ma też bardzo dobre wykształcenie. Na jego niekorzyść przemawia młody wiek - ma 41 lat - ale to równoważą dobre opinie, które zbiera jako gubernator Luizjany, szczególnie po wycieku ropy do Zatoki Meksykańskiej przed dwoma laty.
Mocno natomiast osłabły notowania Marco Rubio, senatora z Florydy, który jeszcze kilka miesięcy temu wyglądał na czarnego konia tej rywalizacji. Na jego niekorzyść przemawia na razie małe doświadczenie polityczne.
@RY1@i02/2012/139/i02.2012.139.00000080d.803.jpg@RY2@
ap
Tim Pawlenty i Mitt Romney dobrze się rozumieją
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu