Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Odliczanie do finału czas zacząć. Za tydzień wszystko stanie się jasne

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W niedzielę 1 lipca w Kijowie rozegrane zostanie spotkanie między dwoma najlepszymi drużynami Europy . Niestety, na razie, poziom zabezpieczenia stadionu nie jest zadowalający. Czy nikomu nic nie grozi?

Już wiem jak miękka jest trawa na płycie boiska w Kijowie. Sprawdziłem, jak mocno naciągnięte są siatki w bramce, do której wpada piłka kopnięta przez największe gwiazdy mistrzostw. Widziałem z bliska, jak wygląda wejście wiodące do szatni. Mam przeczucie, że mogłem do niej wejść. Usiadłem też na ławce rezerwowych, przymierzyłem się do miejsc zajmowanych przez sędziów. Widziałem umieszczoną z tyłu stadionu strefę VIP, gdzie odbywają się pomeczowe bankiety, przespacerowałem się pochylnią, po której na stadion wjeżdżają samochody najważniejszych gości. Wszystko na niespełna godzinę przed tym, jak na murawę wyszli Anglicy, by pozować fotoreporterom. Świadczy to o tym, że system bezpieczeństwa na Ukrainie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że efektem tej wyprawy było nadzwyczajne poruszenie wśród osób za te kwestie odpowiedzialnych.

Zaczęło się niewinnie. Razem z kolegą postanowiliśmy pójść na stadion inną drogą niż zazwyczaj, przez Fortecę Kijowską, w której więziono i rozstrzelano przywódców polskiego powstania z 1863 roku. Z wałów, obok ustawionych na nich armat, rozpościera się efektowny widok na leżący poniżej stadion. Tędy właśnie wiedzie droga, którą wjeżdżają samochody VIP-ów. Skorzystaliśmy z tej trasy. Na naszej drodze pojawiło się ogrodzenie, za którym budowano właśnie strefę dla specjalnych gości, ale i tunel, w który wjeżdżąją pojazdy. Wchodzimy. Jesteśmy już przy bramach umieszczonych za trybunami. Jedna okazuje się otwarta, wokół żywego ducha. Obchodzimy trybuny, trafiamy przed kolejny tunel, wiodacy już na płytę. Tu stoi kilka osób.

- Panowie na konferencję prasową? - pyta nas wolontariuszka.

- Nie, na boisko - odpowiadamy.

- A, to w porządku - słyszymy w odpowiedzi.

Odwracamy identyfikatory, tak, że nie widać dziennikarskiego żółtego koloru i wchodzimy na przestrzeń za jedną z bramek. Wokół pracują służby techniczne, nikt nie zwraca uwagi na to, że wchodzimy na murawę, siadamy i robimy zdjęcia na ławkach rezerwowych, kładziemy plecaki przy szafkach pełnych telewizyjnych kabli i przełączników. Stajemy przed wejściem do tunelu, z którego wychodzą zawodnicy. Nie wchodzimy, chociaż nas korci.

Idziemy do biura prasowego. Ochroniarze zdumieni, że nadeszliśmy nie z tej strony, z której ich zdaniem powinniśmy. Udajemy, że nie wiemy, w czym problem. Zaczynają nerwowo dyskutować. Odchodzimy. Kilkanaście minut później zaostrzają się kontrole zarówno przy wejściu do biura, jak i na stadionie. Pojawia się więcej mundurowych.

Podobną historię, tyle że w lwowskiej strefie kibica, dwa tygodnie temu opisała jedna z ukraińskich gazet, której dziennikarze w newralgicznych miejscach fanzony zostawiali sklejone puste butelki z przymocowanym do nich zegarkiem. Od tego czasu do stref butelek wnosić nie wolno. Znacznie łatwiej, jak widać, jest za to usiąść na ławce rezerwowych.

Ochrona kijowskiego stadionu przez przypadek zauważyła poważne luki w zabezpieczeniach

@RY1@i02/2012/121/i02.2012.121.00000070c.802.jpg@RY2@

Newspix.pl

Stadion w Kijowie będzie areną finału Euro 2012. Piłkarskie zmagania obejrzy tu ponad 70 tys. widzów

Rafał Musioł,

korespondencja z Kijowa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.