Spokojnie niczym we Lwowie
Kontrola jest dyskretna. Nie odczuwa się charakterystycznej dla Zachodu atmosfery stanu wyjątkowego. - Pokazać plecak? - pytała fanka ochroniarza. - Po co, przecież mamy demokrację - usłyszała w odpowiedzi
Ukraińskie Euro jest przyjazne. Właśnie to słowo wydaje się najbardziej adekwatne przy próbie określenia standardów bezpieczeństwa obowiązujących podczas tej imprezy. Zwłaszcza dla osób, które miały okazję zobaczyć z bliska mistrzostwa sprzed czterech lat w Austrii i Szwajcarii czy też mundial w Niemczech. Tam mecz oznaczał wprowadzenie stanu wojennego. Wszechobecne kontrole, wykrywacze metali, kilkanaście śmigłowców na niebie, czasem manifestacyjne przeloty samolotów bojowych.
We Lwowie jest po prostu inaczej. Owszem, milicja i wojsko są widoczne, w bocznych uliczkach stacjonują nawet całe kompanie. Ale nie ma patroli konnych czy funkcjonariuszy w bojowych rynsztunkach.
- Wszystko staramy się mieć pod kontrolą - mówi Switłana Dobrowolska, rzecznik lwowskiej komendy obwodowej. - Zmobilizowano dodatkowe siły z okolicznych miejscowości, upominamy kibiców, których ponosi fantazja, współpracujemy z policjami z innych państw, ale jednocześnie staramy się fanom nie utrudniać życia i liczymy na wzajemność.
Na razie ta wzajemność obowiązuje: kibice po prostu dobrze się bawią. W poniedziałek we lwowskim ratuszu podsumowano pierwszy weekend Euro. Być może najtrudniejszy: po pierwsze wszystko było nowe, a po drugie mecz przyciągnął prawdopodobnie rekordową podczas mistrzostw w tym mieście liczbę kibiców.
- Wszystko, ale to wszystko, było tak, jak powinno - uznał Andrij Sadowy, mer Lwowa. - Już oficjalnie oceniamy, że odwiedziło nas 60 tys. osób, z czego ponad 15 tys. z Niemiec i 6 tys. z Portugalii oraz kilkanaście tysięcy Polaków plus Białorusini, Szwedzi, Francuzi...
Na stadionie zmieściła się tylko połowa przyjezdnych. Reszta trafiła do strefy kibica. Kontrole ich bagażu były przeprowadzane, ale w sposób nienachalny, raczej intuicyjny. I jest tak nadal.
- Pokazać plecak? - zapytała wczoraj jedna z piłkarskich fanek ochroniarza.
- Po co? Przecież mamy demokrację - usłyszała w odpowiedzi, ale być może dlatego, że do jej plecaka tak na oko zmieściła się tylko komórka i szminka.
Ten obrazek oddaje jednak panujący we Lwowie klimat.
- Może także dzięki takiemu podejściu nie mamy żadnych problemów, bo dotychczas zanotowaliśmy tylko drobne incydenty - mówi rzecznik Dobrowolska.
Zadowoleni są także przedstawiciele straży i pogotowia.
- Od piątku mamy średnio 396 wezwań dziennie. To tyle samo, co przed mistrzostwami - poinformował Wołodymyr Zub, główny lekarz Lwowa.
Także dziennikarze przy wejściu na stadion przechodzą tylko jedną kontrolę, oddając swój bagaż do prześwietlenia. Jedyne, czego lwowiacy żałują, to fakt, że większość gości spędza w ich mieście zaledwie kilkanaście godzin.
- W dniu meczu w restauracjach naszej sieci jadło i piło ponad 5 tys. ludzi, czyli 4 razy więcej niż zwykle - mówił Denys Rynski, dyrektor marketingu jednej z grup gastronomicznych.
Takie wyniki notowane są jednak tylko w dni meczowe, potem Lwów wyraźnie pustoszeje, chociaż dane mówią, że w hotelach zajętych jest niemal komplet miejsc.
Atmosfera na chwilę zmieniła się po wieściach z Dniepropietrowska, gdzie w poniedziałek doszło do wybuchu w tramwaju.
- To naprawdę nie ma nic wspólnego z Euro, nawet nie wiemy, czy to zamach, czy wypadek, bo brane są pod uwagę obie wersje - komentował na gorąco Andrij Jaremko z biura prasowego w lwowskim ratuszu.
Większość kibiców na Rynku też przyjęła spokojnie tę informację.
- To daleko, bez znaczenia - bagatelizował Jorge, Portugalczyk, który mieszka w vanie zaparkowanym blisko Arsenału.
Incydent w żaden sposób nie wpłynął na funkcjonowanie miasta. - Nie dostaliśmy żadnych dodatkowych rozkazów - nie ukrywał godzinę później milicjant, który chronił się w jednej z kawiarni przed ulewnym deszczem.
@RY1@i02/2012/113/i02.2012.113.00000100c.803.jpg@RY2@
epa/pap
Połowa zagranicznych fanów zmieściła się na Arenie Lwów. Reszta trafiła do strefy kibica
Stolicę zachodniej Ukrainy odwiedziło 60 tys. kibiców. Służby nie miały wiele pracy
Rafał Musioł
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu