Cztery miasta to za dużo - twierdzą koniki
Lwów i Kijów budzą największe zainteresowanie kibiców. Co innego w Charkowie i Doniecku. Na czarnym rynku wciąż można dostać bilety na mecze fazy grupowej Euro
Tytułowa opinia wyrażana jest na Ukrainie dość często, a zwłaszcza w Kijowie i we Lwowie. Jej zdecydowanymi zwolennikami są koniki, czyli osoby handlujące biletami na mecze Euro.
- Wtopiliśmy i nie ma co tego ukrywać - mówi mi mężczyzna, próbujący sprzedać wejściówki na wszystkie mecze Anglików. - Okazało się, że oni nie chcą jeździć do Charkowa, wolą zostać w knajpie, zobaczyć mecz w telewizji, i tyle. Myślę, że załatwili nas hotelarze, po prostu zabili cenami. W Doniecku zwykłe łóżko kosztuje tyle, co miesiąc wcześniej apartamenty. Nie pomogło też państwo, bo się nie dogadali z liniami lotniczymi w sprawie tanich lotów, więc odpadły warianty "lecę, oglądam mecz i wracam" - z głębokim żalem wyjaśnia oferent.
Bilety na czarnym rynku, w dodatku obarczone dodatkowym ryzykiem w przypadku identyfikacji właściciela przy wejściu na stadion, kosztują już mniej niż ćwierć wartości nominalnej.
- Mam bilety do Charkowa i Doniecka, które mogę ci sprzedać za 10 euro - twierdzi mój rozmówca. - Kilka sprzedałem, ale w sumie za tyle, ile dałem za jeden. Teraz liczy się tylko odrabianie strat i nadzieja, że poprawi się przy finale. Bo półfinał jest w Doniecku i może być ciężko. Chyba że trafią tam Niemcy i Ukraińcy, wtedy sprzedaż skoczy. We Lwowie i w Kijowie sprzedaje się wszystko, te miasta by nam wystarczyły...
@RY1@i02/2012/113/i02.2012.113.00000100b.802.jpg@RY2@
U koników wejściówki na mecze w Charkowie i Doniecku można kupić poniżej ceny nominalnej
Rafał Musioł
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu