Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Romney szuka swego wiceprezydenta

29 czerwca 2018

Zgodnie ze strategią wyborczą pretendent do Białego Domu powinien wybrać osobę maksymalnie go uzupełniającą. Na razie na faworyta Republikanów typowany jest Marco Rubio, syn kubańskich emigrantów i senator z Florydy

Po tym jak Rick Santorum wycofał się z walki o Biały Dom, a wczoraj to samo zapowiedział Newt Gingrich, jedyną niewiadomą republikańskiej kampanii pozostaje, kogo Mitt Romney wybierze na kandydata na wiceprezydenta. Choć na giełdzie pojawia się wiele głośnych nazwisk, z Jebem Bushem i Condoleezzą Rice na czele, w ostatnich dniach na faworyta wyrasta senator z Florydy Marco Rubio.

Spekulacje te nasiliły się, po tym jak na początku tygodnia wziął on udział w wiecu Romneya i widać było, iż obaj dobrze się rozumieją na płaszczyźnie międzyludzkiej. Według strategii wyboru wiceprezydenta Rubio byłby dobrym uzupełnieniem Romneya - jako syn kubańskich imigrantów przyciągnie głosy Latynosów, którzy w zdecydowanej większości głosują na Demokratów. I będzie przeciwwagą w oczach konserwatystów, którzy uważają, że Romney jest zbyt centrowy. Na dodatek pochodzi z Południa USA (Romney był gubernatorem Massachusetts na północy), które zawsze jest języczkiem u wagi. Na jego niekorzyść przemawia jednak małe doświadczenie - ma niespełna 41 lat, a w Senacie zasiada dopiero drugi rok.

Wysoko stoją też akcje senatora z Ohio Roba Portmana i kongresmena z Wisconsin Paula Ryana. Wybór pierwszego z nich - doświadczonego, rzetelnego polityka, też z kluczowego stanu - byłby dość bezpieczny. Jego słabym punktem jest to, że jako były dyrektor ds. polityki budżetowej u Georgea W. Busha będzie łatwym celem dla Demokratów mogących mu zarzucać współodpowiedzialność za stan finansów kraju. Ryan - wschodząca gwiazda Republikanów - forsuje w Kongresie znacznie większe cięcia deficytu budżetowego niż prezydent Barack Obama, więc może być dobrym kandydatem, jeśli Romney zdecyduje się z tego uczynić główny punkt kampanii.

Krok za nimi są bardzo popularny gubernator New Jersey Chris Christie i Hindus z pochodzenia, gubernator Luizjany Bobby Jindal, który dobrze sobie poradził z katastrofą po wycieku ropy z platformy BP w kwietniu 2010 r. Obaj mogą jednak trochę przyćmić samego Romneya, który słabo wypada podczas bezpośrednich spotkań z wyborcami. W przypadku Christiego chodzi też o przyćmienie dosłowne, bo zmaga się on ze sporą nadwagą, co z kolei powoduje wątpliwości, czy zniesie trudy kampanii.

Wśród kandydatów mniej prawdopodobnych przewijają się nazwiska m.in. Tima Pawlentego i Jeba Busha. Mający polskie korzenie były gubernator Minnesoty, który sam chciał się ubiegać o prezydenturę, jest dość popularny tak w obozie Romneya, jak wśród konserwatywnej prawicy, ale nie porywa tłumuów. Brat poprzedniego prezydenta ma sporo atutów (wymieniany jest jako przyszły kandydat do Białego Domu), ale też zasadniczą wadę: nazwisko. Odstręczałby wielu wyborców niezdecydowanych, mających wciąż w pamięci słabą końcówkę rządów Georgea W. Busha. Teoretycznie do wyścigu o Biały Dom - ale teraz jako nr 2 - mógłby powrócić konserwatywny i mający poparcie prawego skrzydła partii Santorum. Wreszcie wielu republikanów w tej roli widziałoby Condoleezzę Rice. Była sekretarz stanu, mimo że należała do ekipy Busha, jest generalnie lubiana i ceniona i zapewniłaby Romneyowi potężne wsparcie w dziedzinie polityki zagranicznej. Problem jest jednak taki, że nie bardzo ma ochotę na porzucenie akademickiego życia na Uniwersytecie Stanforda.

@RY1@i02/2012/083/i02.2012.083.00000080a.802.jpg@RY2@

ap

Rubio i Romney bardzo dobrze się rozumieją

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.