Zabójstwo nastolatka obudziło dawne spory o rasizm w Stanach Zjednoczonych
Fala manifestacji przetoczyła się przez amerykańskie miasta po tym, jak na Florydzie członek straży obywatelskiej zastrzelił nieuzbrojonego czarnego nastolatka.
Trayvon Martin zginął przed miesiącem w 54-tys. Sanford na środkowej Florydzie. 17-latek wracał do domu z zakupów, gdy zauważył go starszy o 11 lat członek ochotniczej straży sąsiedzkiej George Zimmerman. Mający peruwiańskie korzenie strażnik zadzwonił na policję, by zgłosić "podejrzane zachowanie", choć nie potrafił przekonująco wyjaśnić, na czym miałoby ono polegać. Nie czekając na przyjazd funkcjonariuszy, Zimmerman wdał się z Martinem w szamotaninę, w trakcie której wyjął pistolet i go zastrzelił. Mimo to nie został aresztowany, ponieważ policja uznała, że wiele wskazuje na działanie w samoobronie.
Czarna społeczność oskarżyła Zimmermana i sanfordzką policję o rasizm. Tragedia na nowo pobudziła dyskusje nad prawem pozwalającym na użycie broni palnej w sytuacji zagrożenia, które obowiązuje w niemal połowie amerykańskich stanów. Wczoraj w kilku miastach, w tym w Chicago i Waszyngtonie, odbyły się kilkutysięczne manifestacje, których uczestnicy domagali się ukarania winnego i ograniczenia prawa do posiadania broni. Wielu z nich demonstracyjnie nosiło bluzy z kapturem podobne do tej, w którą Martin był ubrany w chwili śmierci.
@RY1@i02/2012/060/i02.2012.060.00000080d.803.jpg@RY2@
EPA/PAP
mwp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu